4 rzeczy, które musisz zrobić dla siebie, żeby Twoje dziecko było szczęśliwe

Nigdy nie było przy mnie ojca i wszelkie doświadczenia czerpałem z obserwacji kolegów, których ojcowie byli na tyle dorośli, że wzięli odpowiedzialność za swoje rodziny, dzieci.
Na podstawie tych obserwacji i własnych doświadczeń z trzyletniego bycia tatą wiem, co należy zrobić dla samego siebie, aby dziecko było szczęśliwe. Zapytasz, a co ma jedno z drugim wspólnego? Bardzo wiele i za chwilę przekonasz się, że te 5 rzeczy nie tylko odmieni Ciebie ale bardzo pozytywnie wpłynie na Twoje dziecko.

Zwolnij na chwilę i przestań gonić.

Chcesz zadbać o to, by nigdy niczego Wam nie brakowało. Pracujesz więc od świtu do nocy. Często po skończonej pracy wsiadasz w samochód i gonisz do domu wykonać jeszcze kilka zleceń prywatnie. Wszystko po to, by nie musieć niczego odmawiać rodzinie. Po to, by zabezpieczyć przyszłość. Twoje dziecko w tym czasie bawi się z mamą, babcią, a w najlepszym przypadku z kolegami na podwórku. Stań na chwilę i zastanów się, czy aby na pewno mimo Twoich starań ma wszystko, czego mu trzeba? Zmartwię Cię, ale nie ma. W tym czasie kiedy Ty gonisz, ono tęskni za chwilami z Tobą, z własnym tatą. Jeśli nie zwolnisz na chwilę i nie przestaniesz gonić w nieskończoność może się okazać, że nie zbudowałeś odpowiedniej relacji ze swoim dzieckiem, a to zdecydowanie odbije się na waszej wspólnej przyszłości.
Zarobionych kilka złotych nie zrekompensuje Ci tego, co możesz teraz stracić. Czas, jaki spędzasz ze swoim dzieckiem, nie tylko wpływa na jego poczucie szczęścia i bliskości, ale także pozwala na utrwalanie więzi i budowanie cudownych relacji, które z pewnością docenisz w przyszłości. Ten czas, w którym zatrzymasz się w pogoni za pełnym kontem, a który spędzisz z dzieckiem to także inwestycja w przyszłość. W relację dziecko — ojciec. Jedna z dwóch najważniejszych relacji w życiu Twojego dziecka. Pomyśl o tym.

Nie bądź taki zasadniczy

Czy nam się to podoba, czy nie żyjemy w czasach, w których wiele przypisanych do płci ról ulega zatarciu. W zasadzie dziś tak kobieta może być górnikiem, jak i mężczyzna asystentką czy hostessą. Podobnie sprawa ma się co do sposobu ubierania. Kolorystyka, jaką przyjęło się używać, czyli niebieski dla chłopców, a różowy dla dziewczynek też powoli traci rację bytu. W tej materii zawsze byłem dość ortodoksyjny, ale do czasu. Wyobraź sobie, co wcale nie takie rzadkie, że Twój syn chce pobawić się lalką i nie mówię tu o męskiej ciekawości, ale po prostu bawi go ubieranie, rozbieranie, czesanie itp. Lub Twoja córka nie widzi świata poza zabawkowym zestawem majsterkowicza ze stołem stolarskim i wszystkim co z tym związane. Co robisz w takiej sytuacji? Znam wielu ojców, którzy, póki jeszcze w swojej wyobraźni są w stanie ogarnąć swoją księżniczkę przy stolarce, tak już syna z lalką w wózku ni cholery. Jednak jakby się nad tym zastanowić czy zawał lub wylew krwi do mózgu jest wart zabraniania chwili zabawy. Poza tym danie pewnej swobody według mnie wpływa na lepsze doświadczanie świata, a doświadczenia dodatkowo pokazują to, co nam odpowiada i to, czego robić nie chcemy. Skąd dziecko niemające nigdy lalki w rękach ma wiedzieć, czy to dla niego fajna zabawa, czy nie. Jeśli Twój syn chce przymierzyć sukienkę, nie wpadaj od razu w panikę. Pozwól sobie na oddech i odstępstwo od własnych przekonań, że sukienki są jedynie dla dziewczyn. Daj mu spróbować, wytłumacz i pozwól kolekcjonować kolejne doświadczenie.
Dzieci zazwyczaj pociąga praca w kuchni. Tym częściej im częściej widzą rodziców podczas gotowania. Pomyśl, że to w sumie fajna zabawa takie dodawanie składników, mieszanie, dolewanie. Dla dziecka tym bardziej to wielka frajda. Nie mówię, że masz kilkulatkowi wręczać nóż do steków, ale na chwilę zabawy z prawdziwym garnkiem czy mąką naprawdę możesz sobie pozwolić, a potem wykorzystać to jako pretekst do nauki sprzątania po sobie, co w przypadku wielu dzieciaków nie jest takie proste.
Po prostu pozwól w granicach bezpieczeństwa na eksplorowanie świata i doznać. Nie rwij włosów z głowy i nie martw się, że od teraz twój syn będzie chodził tylko w sukienkach i ubierał się na różowo, bo to naprawdę mało prawdopodobne. Wykorzystaj takie momenty na rozmowy i spełnienie swojej roli w tłumaczeniu świata. Ty będziesz zdrowszy a dziecko z pewnością mądrzejsze i szczęśliwsze.

Zadbaj o własną formę

Bez kitu. Zwlekałem z tym zbyt długo. Właśnie czekam na swoją kartę FitProfit i lecę na siłkę. Nadwaga swoje robi. Jestem w trakcie zmieniania nawyków żywieniowych i każdego dnia staram się choćby z pracy wracać na rowerze. Wszystko to przez to, a może raczej dzięki temu, że nie nadążam za Klonami. Chłopcy mają ponad trzy lata i jak to w tym wieku nieskończone pokłady energii. To wiąże się z jeszcze większą eksploatacją ojca. Tato, chodź na piłkę. Tato, chodź na rower. Tato daj się powspinać. I moje ulubione — tato, goń mnie! Zerowa kondycja nie spowoduje, że zaczniesz spędzać aktywnie czas z dzieckiem, a ono tego potrzebuje. Po pierwsze rozwija się fizycznie, a po drugie jak wiadomo, dziecko zmęczone lepiej śpi. Zadbanie o kondycję oprócz tego, że pozwoli Ci nadążyć na dziećmi z pewnością poprawi Twój stan zdrowia. Kiedyś dużo biegałem. Dziś pewnie zrobiłbym sobie tym krzywdę. Powoli do celu. Najtrudniej jest zacząć, a potem ryjek nie przestanie Ci się cieszyć.

Odnajdź swoje wewnętrzne dziecko

Dziś w zasadzie wszystko dookoła opiera się na multimediach. Część matek bez krępacji przyznaje się do tego, że sadza dzieci przed tv czy You Tubem na pół dnia i ma święty spokój. Teraz już wiem skąd te wszystkie tipsy, make-up’y, fryzury i czas na facebook’a wśród matek na grupach. Jednak jak mawiał klasyk: „nie idźcie tą drogą”. Pamiętasz w co lubiłeś się bawić mając kilka lat? Jeśli nie zapytaj najbliższych, z pewnością Ci przypomną. Ja poza całymi dniami spędzanymi na podwórku uwielbiałem malować, rysować i budować bazy. Razem z kolegą Arturem budowaliśmy statek kosmiczny z prlowskiego narożnika i był czad. Odkryj w sobie dziecko i zamiast siedzieć przed tv, zaproś swoje dzieci do zabawy. Wymyśl historię, zainscenizuj miejsce, a zabawie nie będzie końca. Sam wiesz, jak nieograniczoną wyobraźnię mają dzieciaki. Jeśli nie statek kosmiczny to może baza pod stołem nakrytym kocem. Pomysłów jest co niemiara. Po prostu pozwól dziecku w sobie zabrać głos i go posłuchaj. Przypomnij sobie, jak to było lata temu i daj swoim dzieciom wesołe, kreatywne i spędzane wspólnie dzieciństwo.

Być może wyda Ci się to jeszcze nie do pojęcia, ale z biegiem czasu ojcostwo uczy także tego, że niezależnie od tego, co robisz, nawet jeśli robisz coś dla siebie, podświadomie robisz to z myślą o swoich dzieciach. Z pewnością najważniejsze dla Ciebie ponad wszystko jest dobro i szczęście. Znajdź dla niego czas. Przypomnij sobie, co dawało Ci radość w dzieciństwie i podziel się tym. Staraj się wspierać i uczestniczyć w tym, co ważne i mało ważne. Naucz być nie tylko rodzicem, ale i partnerem dla swojego dziecka. Pozwól doświadczać i eksperymentować. I przede wszystkim pozwól się przewrócić i pomóż się podnieść. Zadbaj o waszą relację w każdy możliwy sposób i pamiętaj, że to także inwestycja na przyszłość. Pamiętaj, że masz wyjątkową szansę na odebranie nagrody ojca wszechczasów. Myślę, że sam wiesz, że warto się o nią postarać. Trzymaj się tych zasad i zrób coś dla siebie — daj szczęście swojemu dziecku

 

28 komentarzy
Share:
  • Gosia

    Mam nadzieję, że ja i moj mmąż nigdy nie pozbędziemy się z siebie tej dziecięcej beztroski i radości. Świetnie to napisałeś. Będę zaglądać częściej.

    • Ludzie, którzy tak jak Wy pozwalają sobie na dojście do głosu „wewnętrznemu dziecku” są zdecydowanie szczęśliwsi i z dużo większym dystansem patrzą na życie, a to wiele ułatwia 🙂

      • Gosia

        Masz rację, ja nie zamierzam nigdy się wyzbyć wewnętrznego dziecka. Za to lubią mnie wszystkie dzieciaki dookoła.

  • Natalie

    mądrze napisane 🙂 fajnie, że są jeszcze faceci, którzy mają takie zdroworozsądkowe myślenie

    • Też się cieszę 🙂 Z nadzieją, że nie jestem jakimś mamutem na wyginięciu 🙂

  • Bożena Jędral

    Zdecydowanie pomocne punkty. Zostaliśmy wychowani w mysl zadady „w tym wieku nie wypada”. Naszym rodzicom nie wypadało biegać po ulicy, bawić się i czuć, jak dzieci. Byli dorośli, to zobowiazywało. Stąd w wielu rodzinach, takich jak moja, dystans. teraz wychowuje się znacznie bardziej rodzinnie. I tego sie trzymajmy.

    • Duża część mojego pokolenia wychowała się sama na podwórku i choć nie było w tym nic złego to jednak ten dzisiejszy model, jak to napisałaś, bardziej rodzinny, zdecydowanie bardziej mi odpowiada.

  • Podeślę linka swojemu nigdy-mężowi.
    Ale z doświadczenia wiem, że nie trzeba dziecka sadzać przed telewizorem na pół dnia, żeby zrobić sobie makijaż :D.
    Nie znam ani jednej matki, która sadza swoje dziecko na tyle czasu przed telewizorem :DD

    • Oj ja „znam” całkiem sporo. Żeby była jasność nie chodzi o to, żeby dziecku zabraniać oglądania bajek 🙂 Odnoszę jedynie wrażenie, że części rodziców jest w ten sposób łatwiej, a dodatkowo skutecznie eliminują wyrzuty sumienia, bo przecież „dziecko dobrze się bawi”.

  • Moi rodzice poświęcali nam czas, zabierali wszędzie i nie brakowało ich. Bywało jednak tak, że czasem przesadzali z niektórymi sprawami.

    • Wiesz jak to jest, w życiu wszystko powinno być opatrzone granicami rozsądku 🙂

  • Maluch w domu

    Męski punkt widzenia, bardzo przydatny, chociaż wewnętrzne dziecko facetom nietrudno wyzwolić. Wystarczy dać im odpowiednią zabawkę 🙂

    • Tak, to dość proste przy odpowiedniej zabawce 🙂 Choć część naszego gatunku stara się usilnie ukryć i stłamsić dziecko w sobie. Obawiam się, że im będzie ciężej zrozumieć własne dziecko i wejść na ten poziom relacji.

  • Hmmm, myślę, że idzie mi w tym wszystkim nieźle 😉 Fajnie spojrzeć na to przez pryzmat ojcowskiego mniemania. A co do robienia różnych ‚niedzieciowych’ rzeczy przy dziecku – wystarczy dziecko zaangażować, wcale nie trzeba zajmować go tv czy youtubem, żeby zrobić makijaż czy fryzurę, dla mnie to nigdy nie było jakieś wyzwanie.

  • Myślę, że do takich przemyśleń trzeba po prostu dojrzeć 🙂 oby tylko nie było za późno… W moim życiu ojca nie było, pojawił się może dwa lata temu – teraz patrzę na niego jak na dziadka moich dzieci, a nie mojego tatę… Szkoda stracić tą więź, którą trudno się buduje, a zerwać można bardzo prosto…

  • Muszę mojemu mężowi podsunąć ten tekst,bardzo dobry!

  • Anna Rosińska

    Zajrzałam do kilku Twoich wpisów.
    Muszę przyznać, że bardzo mnie poruszyły.
    Żałuję, że mojemu synkowi nigdy nie będzie dane poznać swojego taty.
    Mam jednak nadzieję, że kiedy przyjdzie pora (czyli gdzieś za dwadzieścia lat) mój syn będzie dobrym tatą 🙂

    • Z pewnością tak będzie jeśli wychowasz syna na dobrego i porządnego człowieka (w co nie wątpię:) )

  • Punkt pierwszy udało nam się osiągnąć – w tygodniu nie ruszamy samochodu, dzieci odprowadzamy do przedszkola, do pracy jeździmy rowerem. Nie marnujemy czasu na dojazdy, po pracy jesteśmy w 7 minut w domu, gotowi, by pójść na rower, plac zabaw, pojechać na godzinę nad rzekę.
    Poluzowanie zasad sprawia, że dzieci poznają świat swoimi sposobami – syn czasami zasypia z lalką, a córka odmawia chodzenia w sukienkach. To nie wymaga rodzicielskiej interwencji w imię zasad.
    Forma. To jest coś, co sprawia, że nie wnerwiasz się na dziecko, gdy schylasz się 16. raz, by założyć wciąż zdejomwany bucik etc. Trzymam kciuki za Twoją siłownię!
    Wewnętrzne dziecko pielęgnuję w sobie od zawsze 😊

    Bardzo podobał mi się Twój męski punkt widzenia.

    • Zuch dziewczyna 🙂 Wszystkie ta małe kroki i przede wszystkim poluzowanie, o którym wspominasz, pozwala spojrzeć na wszystko z dystansem i zrozumieniem. Dzieciom właśnie tego zrozumienia potrzeba. Sam po sobie widzę, że zmiana punktu widzenia na poziom własnych dzieci dał im poczucie tego, że mają we mnie partnera, a nie jedynie wymagającego ojca. Walka o formę trwa i prędko się nie skończy, ale postępy już widzę 🙂

  • Kasia

    Miło poczytać o przemyśleniach taty, który ma tak zdrowe podejście do tematu rodzicielstwa 😊

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂

  • Pierwszy punkt chyba najwazniejszy ze wszystkich. Teraz to kazdy tylko w prace zapatrzony, a przzecież sa tez inne wazne rzeczy.

    • Umówmy się gdyby pieniądze rosły na drzewach i każdy mógł mieć pieniężny gaj życie byłoby usłane samymi innymi ważnymi rzeczami 🙂

  • Zgadzam się cąłkowiście! Pogon za pieniędzmi, karierą i idealnym życiem często przysłania to co powinno być najważniejsze w życiu.

  • Mojemu mężowi zdecydowanie przydałoby się zrzucić kilka kilogramów. Wprawdzie biega, ale oponka hodowana przez lata nie chce tak łatwo odejść. A poza tym chyba nie jest tak źle. Czasami faktycznie mamy dni, w których jesteśmy bardziej zapracowani, ale zawsze staramy się to później dziewczynkom zrekompensować 🙂

  • Bardzo cenne rady. Bardzo podoba mi się ta aby zadbać o swoją formę bo to potrzebne dla zdrowia i ducha.

  • Joanna Kołpak

    To prawda, że szczęśliny rodzić, to szczęśliwe dziecko.