Oczekiwania vs. rzeczywistość

Prawdopodobnie każdy z nas, ojców, jak i każda z Was, matek, zawsze miała marzenie, ba była wręcz w stu procentach przekonana o tym, że będzie super rodzicem. Znasz te memy, w których zestawiane są oczekiwania vs. rzeczywistość? W rodzicielstwie jest podobnie. Myślisz, że będzie cukierkowo — obłoczki, słoneczko i tęcze Słodkie buzie, wesoły chichot i tupot mały stópek. Przecież wszyscy znajomi mówili, że tak będzie. Wszędzie radość i uśmiechy. Zero potu, zero krwi, zero wkurwienia.
Rzeczywistość w moment weryfikuje wyobrażenia o idealnym rodzicielstwie (tak na marginesie to weryfikuje też znajomości ;) ). Nieprzespane noce, karmienie co 30 minut, wyparzanie butelek, prasowanie ubranek, łzy, pot i wszędobylskie zmęczenie. Brak czasu na prysznic, porządny posiłek jedzony nie na czas. Kto tak nie miał lub nie ma, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Są takie momenty, że jesteś gotów zasnąć na stojąco byle tylko na chwilę zamknąć oczy i pozbyć się pieczenia spod powiek. To wszystko wywołuje frustrację, której jak wiadomo, na dziecku nie wyładujesz, chyba że prawdziwy z Ciebie zwyrodnialec, ale już na żonie, mężu, partnerce, partnerze, jak najbardziej. Cel bliski, trafić łatwo.
Jeśli dziś Twoje dziecko to jeszcze etap jedzenia, spania i robienia kupek — korzystaj, póki możesz. Z biegiem czasu wcale nie będzie łatwiej, mimo tego, że teoretycznie zaczniesz się lepiej porozumiewać ze swoim dzieckiem, to brak czasu zacznie doskwierać jeszcze bardziej.

Idealna rzeczywistość

Czytam czasem o tych idealnych rodzinach, gdzie wszystko jest takie gładkie, wypucowane i poukładane. Mam tu na myśli tak dom i jak życie. Zawsze wtedy zastanawiam się, gdzie jest haczyk?
Ich dwoje, małe dzieci, czasem więcej niż dwoje. W domu czysto i miłość kwitnie. Czysta sielanka. Jego więcej nie ma, niż jest, bo ktoś musi na to zarobić. Kredyty same się nie spłacą, a samochód sam nie wymieni na większy. Ona zawsze zadbana, uśmiechnięta, bez worów pod oczami. Dzieci szczęśliwe i takie mądre. Wszystko sami, bez pomocy ze strony rodziny, bez niani. Superbohaterowie. Na zdjęciach w sieci ideały chodzące. Nawet kupy dziecka wydają się brylantowe.
Ją powinno się beatyfikować za życia, za ogarnięcie domu, dzieci i tego jedynego. Niestety wtedy gaśnie światło, uśmiech schodzi z twarzy, a potwory wychodzą z szafy.

Często to, co na pozór wydaje się tak idealne, przestaje robić takie wrażenie, kiedy otworzysz szafy, z których wysypią się wszystkie te rzeczy, które nie powinny być wystawione na widok obcych oczu, a spod łóżek oprócz kurzu wyjdą mroczne tajemnice. Ona zmęczona życiem marzy tylko o tym, by uwolnić się z tego bagna. Swoje dzieci kocha, ale tak naprawdę z chęcią oddałaby je na przechowanie, choć na chwilę komukolwiek. Za to, czego mieć nie może i na co nie ma czasu, obwinia jego. Miał być wsparciem, a nim nie jest. Jeszcze przed ciążą wydawał się tym jedynym, a dziś nie może na niego patrzeć. Nigdy go nie ma, kiedy jest potrzebny. Wciąż pracuje, by nie musieć wysłuchiwać jej lamentów i wiecznego utyskiwania. Jeśli tylko by mogła i miała dość odwagi, zostawiłaby go i ułożyła życie na nowo.
On wraca do domu. Zamienia z nią przelotnie dwa zdania. Pilot, piwo, telefon. Dzieci najczęściej bawią się same lub spędzają czas przed telewizorem, który jest idealną wymówką. W końcu dzieciom też należy się jakaś rozrywka. Frustracja narasta, każdego dnia zbliżając się do nieuniknionego wybuchu.

Jeśli nie znajdujesz w tych zdaniach, choć części swojego życia — masz wielkie szczęście i staraj się je doceniać i pielęgnować na każdym kroku. Jeśli jednak pewna część tego obrazka i Ciebie dotyczy, pamiętaj, że…

…można było tego uniknąć.

Wystarczyło nie decydować się na wspólną przyszłość i posiadanie dzieci. Wtedy wolność byłaby na każde skinienie. Bez dzieci nie byłbyś uwiązany, a Ty miałabyś czas dla siebie. W razie czego zawsze można się spakować, wyjechać, naładować baterie. Można byłoby oddawać się swoim pasjom. Wszystko by można było, ale jedna rzecz w końcu dałaby o sobie znać…pustka i samotność choćby i we dwoje. Prawda jest taka, że dziecko jest dopełnieniem Twojego życia. Choć dziś tego nie widzisz, możesz się o tym przekonać dopiero za czterdzieści kilka lat, ale z pewnością się przekonasz.
Jednak co z tego, skoro z dziećmi życie jest takie ciężkie. Tak trudno znaleźć chwilę dla siebie. Tak trudno odpocząć od zabiegania. Cóż życie to nie bajka. Oprócz tego, że jesteśmy rodzicami, każdy ma swoje problemy, część mierzy się ze swoimi demonami. Jesteśmy tylko ludźmi, a to sprawia, że naprawdę mamy prawo do słabości i bycia nieidealnym.

Teraz coś Ci powiem

Teraz powiem Ci coś, co sam zrozumiałem dopiero niedawno. Coś, co staram się wcielać w życie, choć często miewam momenty zwątpienia. Momenty, kiedy się zapominam. Musisz się zmienić, a razem musicie nauczyć się wspierać. Jesteście jedną drużyną. Choć zmiana szczególnie dotkliwa jest dla mężczyzn. Mamy swoje przyzwyczajenia, nie jesteśmy chętni na zmiany i rezygnację choćby z kawałka swojej przestrzeni. Prawda jest jednak taka, że bez tego dobrze nie będzie. Musisz oddać siebie do dyspozycji rodziny. Dodatkowo musisz zapanować nad sobą. Przestałeś być najważniejszy w momencie przyjścia na świat dzieci. Z tym że to nic złego i jak tylko to zrozumiesz i zaakceptujesz, spadną Ci klapki z oczu i przestaniesz mieć pretensje. Ty jesteś już dużym chłopcem, a razem macie te maleństwa, którymi trzeba się zająć. Już wkrótce coraz więcej będzie zależało od Ciebie i w końcu pojmiesz swoją rolę, kiedy tylko dostrzeżesz pierwsze owoce swoich zabiegów w wychowaniu.

Parę słów na własnym przykładzie

Wyjątkowo łatwo wybucham. Bardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi i to jest jeden z głównych demonów, z jakimi się zmagam, ponieważ cierpią na tym moi najbliżsi. Szczerze mówiąc ostatnie trzy lata to naprawdę pokaźny rollercoaster uczuć i emocji. Pomimo tego, że mocno odbiły się na naszym życiu, a z naszych szaf wyszły demony, których istnienia nie podejrzewałem, nigdy nie straciłem wiary w to, że możemy tworzyć prawdziwą i pełną rodzinę. Jednak kluczem jest ta zmiana, którą tak jak ja, tak i Ty musisz wprowadzić w życie. Im szybciej to zrozumiesz i zaczniesz działać, tym szybciej nie będziesz musiał udawać i pozować do cukierkowych zdjęć, podczas gdy złość i frustrację na chwilę chowasz pod łóżkiem. Tak jak dziecko uczy się wszystkiego po raz pierwszy, tak Ty musisz nauczyć się wszystkiego od nowa. Nauczyć i zrozumieć.

Powtórzę jeszcze jedną rzecz, która niby jest oczywista, ale jej świadomość także może poprawić Twoje życie. Od chwili urodzin Twojego dziecka jesteś rodzicem i to jest teraz Twoja główna rola. Już nie Ty, a Twoje dziecko jest number one. Nie Ty pierwszy i nie Ty ostatnia przechodzisz przez „piekło” braku czasu, braku snu, zmęczenia i walki z worami pod oczami. Tak było dawnej i tak będzie nadal. O tym, czy uda Ci się sprostać swoim marzeniom o byciu super rodzicem przekonasz się już wkrótce. Kiedy Twoje dziecko dorośnie i bez zastanowienia udzieli Ci pomocy i wesprze w każdym momencie, a kiedy zaniemożesz — przyjmie do siebie i otoczy opieką, będziesz wiedzieć, że daliście radę i potrafiliście postawić na pierwszym miejscu nie siebie i swoje chciejstwa, ale dobro i szczęście waszego dziecka i rodziny. Czego byś nie myślał i czego byś sobie nie wyobrażała, to właśnie rodzina, Wy i wasze dzieci, jesteście tym, co macie najcenniejszego w życiu. I to właśnie Wy razem możecie dać dziecku to, co będzie najcenniejsze dla niego — rodzinę. Zacznij rozmawiać, słuchać i rozumieć, a dostrzeżesz światło w tunelu. Ja uczę się tego każdego dnia i Tobie również tego życzę. Życzę Ci także, żebyś mógł kiedyś całą rodziną zostać bohaterem tego cukierkowego obrazu, bez obawy przed tym co mieszka w szafie, czy pod łóżkiem.

 

12 komentarzy
Share:
  • Piękny, mądry tekst. Bo chodzi właśnie o to żeby zrozumieć że po urodzeniu dziecka priorytety się zmieniają. Ze mimo że malutkie, to dla niego teraz żyjemy i jego potrzebom podporzadkowujemu nasze życie. Ale to przewartościowanie to również matek dotyczy.
    Niby im jest łaywiej, niby mają to w naturze, a jednak wiele z nas (w tym ja kiedyś ) walczyło o to, żeby było tak samo jak przed pojawieniem się dziecka. Im prędzej zrozumiemy, że nie tędy droga tym szczęśliswi będziemy:)

    • Niby to takie oczywiste prawda? Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że nie będzie tak samo, tylko moje wewnętrzne „ja” jakoś nie do końca potrafiło to zaakceptować. Czasem przychodzi nostalgia za tym jak było „przed”, ale i tak nie zamienilibyśmy teraz na wtedy, prawda? 🙂

  • Dokładnie: życie to nie jest bajka.

    Ale kwestia jest skomplikowana. Prawie każdy kreuje się na kogoś lepszego – nie na tej płaszczyźnie, to na innej. Gdy staramy się sprawiać jak najlepsze wrażenie na płaszczyźnie zawodowej, to nawet jest to traktowane jako przejaw profesjonalizmu.

    Prawda jest taka, że to, co dla jednych jest jeszcze „prawdziwe”, dla innych może być już „sztuczne”, „przesadzone”, „wyreżyserowane”. Albo czasami nam się wydaje, że ktoś się „popisuje”, a to po prostu jest styl życia danej osoby.

    Oczywiście nie wierzę w te cukierkowe życia z internetu. Ale może to sposób odreagowywania tych ludzi od tego, co trudne i przykre? Byle nie wchodzili w ton moralizatorski i pouczający względem innych.

    • Właśnie najgorzej jest wtedy, kiedy ktoś kto ma burdel we własnym życiu i nie potrafi go ogarnąć, zaczyna pouczać i radzić innym.

  • Proszę, jak pięknie napisane. Najważniejsze, to chyba zaakceptować zmianę i fakt, że pewien etap w życiu się zakończył i przyszła pora na nowe. Ten etap przecież też nie będzie trwał wiecznie i przyjdzie czas, kiedy będziemy go wspominać z rozrzewnieniem.

    • Właśnie akceptacja tej zmiany, mimo tego, że jest czymś w zasadzie nieuchronnym (chyba, że decydujemy się na opuszczenie rodziny w imię swoich zachcianek), jest cholernie trudna. Szczególnie dla facetów, którzy, nie ma się co oszukiwać, są dużymi dzieciakami i potrzebują tego zainteresowania ze strony partnerki praktycznie na każdym kroku, a tu nagle wszystko wywraca się o 180 stopni i choć mieliśmy czas żeby się z tym oswoić, to dopiero po pojawieniu się dziecka próbujemy jakoś zrozumieć i zaakceptować zmiany.

  • Samodzielnie bez podpowiedzi zrezygnowaliśmy z bycia rodzicami i jak czytam takie wpisy to utwierdzam się w przekonaniu, że słusznie postąpiliśmy. Zdecydowanie dzieci to nie dla nas.

    • Dla mnie posiadanie dziecka / dzieci było zawsze jednym z celów w życiu, choć jak się okazało nie do końca wiedziałem na co się decyduję 😉 Jednak takie podejście jak Twoje, w pełni świadome i wynikające z przekonania, że tak będzie lepiej dla Was, dla Ciebie – szanuję 🙂

  • Jak największa ilość facetów powinna przeczytać ten tekst i zrozumieć pewne banalne prawdy. Jedyne, z czym nie do końca się zgadzam, choć mam 2 dzieci to to, że dziecko jest dopełnieniem i bez niego nigdy nie będzie 100% „ACTION COMPLETE”. Można ułożyć sobie zycie i bez dzieci, realizować sie i doczekać późnej starości, ale trzeba być swiadomym takiego wyboru. Cała reszta – o życiu w różach i kolcach, frustracji itd – to święta prawda, ale i z tym da się żyć.

    • Jasne, że można ułożyć sobie życie bez dzieci. Przedstawiam jedynie swój punkt widzenia. Zdaje sobie sprawę, że na starość byłoby mi ciężko pogodzić się z brakiem dzieci. I tak jak napisałem Zaniczce, szanuje, kiedy świadomie podejmuje się decyzje o nieposiadaniu dzieci i konsekwencjach jakie się z tym wiążą.
      Poza tym wszystko to takie proste i banalne prawda? A cholera sporej większości facetów ciężko to załapać 🙂

  • U nas jest normalnie. Ani sielankowo, jak to się mówi przed dzieckiem, ani tragicznie, jak to opisują niektórzy rodzice. Czasy kupki i karmienia co 30 minut minęły, zanim się zorientowaliśmy. Teraz jest przedszkole, nauka, pierwsze przyjaźnie. Są lepsze i gorsze dni, ale dokładnie takie, jak były wcześniej tylko zamiast dwóch osób są trzy. Ani nie jest bardziej brudno ani nie ma większego zmęczenia. Czasami się kłócimy, czasami krzyczymy, czasami obrażamy, często przytulamy. Na tygodniu tradycyjnie my budzimy młodą, w weekend tradycyjnie ona budzi nas. Ma swoje dziecięce problemy, które staramy się rozwiązywać.

    Czasami mam ochotę odpocząć, ale to też normalne, każdy potrzebuje trochę oddechu. Ale gdy żona jedzie z młodą do rodziców, to już po kilku dniach mi ich brakuje. Już się nie mogę doczekać wspólnych wakacji, bo przynajmniej oderwę się na tydzień od pracy i będziemy całymi dniami się bawić 🙂