Alfabet Taty – P jak Pasja

P jak Pasja

Człowiek orkiestra. Mówi Ci to coś? Tak, gość, który wszystko załatwia sam. Chuck Norris umiejętności. Ktoś, kto zagra na lutni, wymieni kran, namaluje Lise Gherardini niczym mistrz Leonardo, zna karate, a pasja to jego drugie imiona. Czemu o tym wspominam? Ponieważ lubię myśleć o sobie w ten sposób. Jednocześnie tego nie cierpię. Czasem żałuję, że nie mogę przeżyć życia jeszcze raz. Ok, nie całego, ale tak cirka 20 ostatnich lat. – czemu? Ach! Czemu? – zapytasz. Powód jest z jednej strony banalny, z drugiej tragiczny. Tak jak mój syn Staś należę do osób, które wszystko chcą robić same. Od prozaicznego składania szafy, na rozszczepianiu atomów kończąc. Zaczęło się od problemów z nauką w liceum, kiedy to moją babcię, dbającą o moje wychowanie i naukę, ktoś próbował przekonać, że niezbędne są k o r e p e t y c j e. O nie! Ja nie dam rady! Żeby mi przyszło tam paść, w tak młodym wieku, postanowiłem, że radę dam bez płacenia obcym, którzy i tak nie zagwarantują mi sukcesu. Inna sprawa, że w domu do nadmiaru gotówki półki się nie uginały. Tak mniej więcej pomyślałem i przeszedłem do działania. Skutek? W wakacje (tak w wakacje) materiał z fizyki ogarnąłem. Nie dość, że zaległości, to jeszcze pół roku do przodu. Nie robi wrażenia? A jeśli Ci powiem, że zawsze należałem raczej do humanistów? Hę? No i jak? Lepiej, prawda.

I to był tak mniej więcej początek. Mniej więcej, ponieważ, nie tak daleko wcześniej postanowiłem zostać gitarzystą. Ok, nauczyć się grać na gitarze. Nie wiem, ile kosztowała, skąd znalazła się w moich rękach. Jedno po kilku dniach wiedziałem na pewno – tabulatury czyta się inaczej. Gram do dziś. Teraz już rzadko, ale czasem sięgam po jedną z gitar i gram. Nigdy nie zostałem Claptonem, Pagem, czy Carlosem S. Zawsze jednak, czy chodziło o gitarę, czy fortepian (tak wiem) mówiono o mnie „pan melodyjka”. Nie trudno domyślić się czemu.
I tak jak nie zostałem fizykiem kwantowym, tak nie zostałem gitarzystą. Za dużo zainteresowań ze zbyt rozbieżnych dziedzin. Nic to! Najważniejsza jest…

pasja - conatotata.pl

Pasja

To chyba najczęściej pojawiające się w moim słowniku słowo. Problem w tym, że ja mam ich za dużo. Wiesz, jak kończy się trzymanie kilku srok za ogon? Nie złapiesz żadnej. I tak jest trochę ze mną. We wszystkim jestem, powiedzmy dobry, no bardzo dobry, czasem też średni, ale w niczym tak bezwzględnie świetny. Potrafię wiele rzeczy, ale żadnej wybitnie. Grafikiem też nie jestem wybitnym, ale potrafię myśleć „inaczej”. Nie szablonowo, kreatywnie, z dbałością o przekaz projektu.
Nie sposób podważyć tego, że pasja jest tym, co napędza ludzi do działania. Tak jest, a jakże i w moim przypadku. Jednak ich mnogość może stać się przekleństwem. Wiesz jak ciężko zaakceptować fakt, że nie jest się w danej dziedzinie jednostką wybitną lub choćby fantastycznym wyrobnikiem?
Żyję na tym świecie już ponad 30 lat, z czego co najmniej 20 poświeciłem na rozwijanie różnych pasji.

Każdy jest inny

Moi synowie to jednostki wybitnie indywidualne. Tak powie z resztą każdy rodzic o swoich dzieciach. Te wciąż jeszcze małe, ponieważ niespełna trzyletnie istotny chłoną świat całymi garściami, naśladując nas – dorosłych. Widzę, jak Staś chce naśladować tatę, czy to tego, który właśnie pracuje nad nowym projektem bloga, czy strony dla klienta, czy tego, który czasem coś zagra na gitarze. I teraz pojawia się pytanie, czy część tych zapędów gasić, póki są w zarodku, czy podsycać? Czy lepiej ukierunkować na jedną stronę zainteresowań, na znalezienie jednej pasji, czy pozwolić spróbować każdej drogi? Teorii jest tyle, ilu jest rodziców na świecie. Swój przykład już Ci dałem. Z tym że, ja mam takie ADHD pasji.

Marzyłem, że obaj będą świetnie grać w piłkę. A co jeśli tego nie polubią? Co, jeśli z footballem wygra balet? Powiem Ci coś, i proszę, zapamiętaj to zdanie po wsze czasy: Twoje dziecko nie jest agregatorem Twoich niespełnionych marzeń i pasji właśnie. Każdy człowiek jest inny. Jeśli teraz chcą próbować wszystkiego, w moim przekonaniu, należy im na to pozwolić. To nie tylko sprawi, że sprawdzą, co przynosi im największą radość. To także sprawi, że będą wszechstronni. Być może zadasz mi pytanie, a co jeśli będzie tak jak ze mną? Nie będzie, ponieważ mają kogoś, kto zadba o to, by w końcu po spróbowaniu setek dróg wybrali tą swoją, jedną, która da im najwięcej radości. Mają tatę, którego nadrzędnym celem jest szczęście i dobro własnych dzieci.

Posłuchaj dobrej rady

Tak, wiem, możesz mieć odmienne zdanie. Możesz myśleć, że należy od samego początku kierować dziecko w jedną, zapewne jedynie słuszną stronę. Najlepiej w tę, która da mu dobrobyt i być może Tobie spokojną starość. Jednak powiem Ci, że się mylisz. Tym samym możesz zniechęcić swoje dziecko do podejmowania inicjatyw, ponieważ spotkają się z Twoją dezaprobatą. A jakby na to nie patrzeć jesteś dla niego największym autorytetem. Stanie się wycofane i tak naprawdę w konsekwencji dołączy do armii bezmyślnych lemingów z pozornym obrazem szczęścia. Wreszcie przez Ciebie może być nieszczęśliwe.
Powiem Ci, mam porównanie. Znam ludzi, którzy byli wychowani w przeświadczeniu, że prawdziwe szczęście to praca, do której wstajesz co rano i spędzasz w niej minimum 30% doby. Znam też takich, którzy wspierani przez swoich rodziców wybierali inne ścieżki. Wierzyli w siebie bardziej i gotowi byli na ryzyko by pasja oprócz przyjemności stała się sposobem na życie. Często dostatnie życie. To nie reguła, ale szansa.
Niezależnie od intencji, wspieraj swoje dziecko. Daj mu to, co Twoi rodzice dali Tobie. Postaraj się dać więcej. Pozwól mu spróbować. Pozwól wybrać. W końcu pozwól się przewrócić i pomóż wstać. Dopinguje i wspieraj. Wdzięczność stanie się Twoim udziałem po wsze czasy.

Kiedy po raz setny Jaś prosi: „Tato, narysuj koparkę”, nie mówię mu, że narysowałem ich już z tysiąc, tylko rysuję kolejną, jeszcze bardziej odjechaną od poprzedniej. Wymyślną i koniecznie z „szuflą”. Myślę sobie, że tygodnie spędzone na nauce rysowania postaci z bajek przed ich narodzinami poszły na marne, ale dzięki temu nauczyłem się rysować koparki, żurawie i w końcu całe budowy.
Kiedy w niedzielny weekend wyciągnęli, nie wiadomo skąd, pudełko z samolotem w środku, nie spodziewałem się jeszcze, że przyjdzie nam składać go cały wieczór i poniedziałkowe przedpołudnie. Owszem miałem plany. Miałem pracę, którą przełożyłem na później. Wszystko po to by wiedzieli, że tata jest obok i zawsze wesprze ich w dążeniu do celu.

Kiedy Staś nieporadnie jeszcze próbował zdjąć buty, czy założyć skarpetki, nie deprymowałem, ale dopingowałem i wspierałem jego samodzielność. Dziś praktycznie sam jest w stanie się ubrać. Dowodzi to jedynie tego, że dziecko wspierane w swoich dążeniach lepiej i szybciej się rozwija i przyswaja umiejętności. Dlatego bądź dla swoich dzieci nie tylko wymagającym rodzicem, ale i oparciem, przyjacielem i kimś na kogo zawsze, bez wyjątku mogą liczyć. Staraj się zrozumieć różnorodność ich zainteresowań. Wciąż szukają swojego miejsca. Pozwól im je znaleźć i zwiedzać, a kiedy zdecydują, że to właśnie to miejsce wspieraj. Dopinguj rozwój i zdobywanie nowych umiejętności, czy rozwijanie już posiadanych. To się opłaca. Możesz mi zaufać. Ja już widzę owoce.

 

Te wpisy mogą Ci się spodobać