Bliźniaki – dwoje różnych ludzi

Opowiem Ci o moich dzieciach, a Ty dzięki temu przestaniesz traktować swoje bliźniaki jak kserokopie.
Spotkało mnie coś, o czym nigdy nie myślałem. To znaczy, myślałem o dwójce dzieci, to fakt, ale nie na raz. Kiedy dowiadujesz się, że będzie ojcem bliźniaków, w głowie kotłuje się tysiąc myśli. Z jedną główną na czele — jak ja ich odróżnię. Podświadomość podpowiada Ci, że spokojnie dasz radę. W końcu kto, jak kto, ale rodzic bez problemu rozpozna swoje dzieci. Zaraz potem wpadasz w kolejny atak paniki, bo przecież nigdy nie miałeś pamięci do twarzy. Po narodzinach dostajesz od rzeczywistości właśnie w twarz, tyle że własną. To jednak nie jest tak oczywiste, jak mogłeś myśleć. Na szczęście jeszcze w szpitalu mają na rączkach bransoletki, możesz skupić się na szukaniu znaków szczególnych. Czegoś, co bezbłędnie pozwoli Ci odróżnić dzieci od siebie. Czas mija. Dzieci rosną. Imiona zdarza mi się pomylić do dziś, co powoduje oburzenie u moich trzylatków.

Bliźniaki to para całkiem różnych ludzi

Na palcach jednej ręki mogę policzyć dni, w które ubrani byli identycznie. Co prawda wizja identycznych dzieci, szczególnie dla niejednej matki, wydaje się niezwykle wręcz kusząca, a efekt uroczy ponad wszelką miarę. Część ojców ma podobnie inni za przeproszeniem mają na to wywalone. Osobiście uważam, że każdy człowiek, jak bliskiego by nie miał bliźniaka, jest osobnym, indywidualnym i zupełnie innym bytem. Produkowanie kserokopii tylko dlatego, że to urocze uważam po prostu za totalny idiotyzm. Z biegiem czasu przekonasz się, że każde dziecko jest inne. Każde ma inne potrzeby i oczekiwania względem Ciebie i całej reszty świata. Zamiast tworzyć sztuczne wersje jednego bliźniaka, wspieraj i podkreślaj indywidualność.

Dziś widzę w swoich dzieciach dokładnie to, o czym piszę. Po pierwsze, pomijając fakt, że są dwujajowi, są zupełnie do siebie niepodobni. Mimo tego, że zaraz po narodzinach nie było wcale jednoznaczne, który to Jaś, a który Staś. Oprócz wyglądu różni ich niemal wszystko. Od gustu w kwestii kolorów, umiejętności motorycznych, czy w końcu potrzeb emocjonalnych. Staś to przylepa. Chłopiec, który sam z siebie przychodzi się przytulić czy dać buziaka. Z niezwykłą empatią reaguje, kiedy ktoś z bliskich jest smutny. Często się zamyśla. Jest roztargniony.
Jaś to jego przeciwieństwo. Niechętny w kwestii przytulania. Złośliwy (choć podobno tak małe dzieci nie potrafią być złośliwe), często wpadający w złość. Denerwuje się z taką łatwością, którą trudno opanować i często przewidzieć. Niecierpiący sprzeciwu. Jedno co ich łączy to to, że obaj po równo nie słuchają się rodziców.
Strach pomyśleć co by się zdarzyło, gdybyśmy wyprodukowali kserokopie.

Te wpisy mogą Ci się spodobać