Co by było gdyby ?

Tracę cierpliwość

Często.
Coraz częściej.
Niestety.
Jestem słaby.

Moje Klony skończyły dwa lata i w myśl istnienia buntu dwulatka dają popalić.
Swoją drogą mam wrażenie, że od pewnego momentu życie dziecka to jeden bardzo długi okres buntu i naporu ; )
Pewne zachowania irytują do tego stopnia, że muszę wyjść. Bo patrzy to na Ciebie. Małe to takie i niby bezbronne, ale mimo ostrzeżeń wejdzie, gdzie nie trzeba, rzuci czym nie powinno, ciśnie o ścianę, a chwilę potem, zacznie uporczywie mazać po niej kredką, udając głuchego. I nie docierają prośby, groźby, warczenie. Nic nie dociera. I tak tysiąc razy dziennie. Takie to właśnie mam klony.

Bardzo często, kiedy już uda mi się zapanować nad tym tajfunem. Kiedy już położę te moje sztuki na drzemkę przed obiadem. Wtedy, nachodzi mnie taka myśl, że jednak jestem słabym człowiekiem i momentami naprawdę fatalnym ojcem. Nie potrafię zignorować konfrontacyjnych spojrzeń. Nie potrafię zapanować nad sobą, kiedy po raz milionowy moja prośba jest ignorowana.

Kiedy warknę, krzyknę, mam ogromne wyrzuty sumienia. Chłopcy jednak udowadniają mi, że bezpodstawnie. Sekundę po tym rozpoczyna się anihilacji ciąg dalszy. Zdarzają się takie chwile, kiedy czuję się jak pożywka dla dwóch bestii.

Wyrzuty sumienia sięgają zenitu, wtedy gdy pełni ufności wtulają się w moje ramiona i zasypiają. Pojmuję wtedy, że jestem zbyt impulsywny i zbyt porywczy. Dociera do mnie coś jeszcze… a co by było, gdyby ?

Mam ogromne szczęście

Całkiem nie tak dawno. Bodajże w sierpniu zeszłego roku. Tak, to było właśnie wtedy. Janek miał praktycznie zaplanowaną operację z powodu zespołu zdwojonego jelita. I to nie była najgorsza diagnoza. Ta druga była o wiele, wiele gorsza. Wtedy właśnie trafiliśmy na konsultację do pewnej Pani Profesor. Niezwykła kobieta, która już wcześniej Janka oglądała i ze spokojem wytłumaczyła, że trzeba poczekać. Jeszcze chwilę. Małą chwileńkę. Być może okaże się, że to, co wydawało się oczywiste, cofnie się w wyniku rozwoju organizmu. Być może diagnoza była przedwczesna.
Tak właśnie się stało. Część lekarzy chciała młodego kłaść na stół, bez żadnych gwarancji, a spokój i nasze wewnętrzne przekonanie o słuszności osądów Pani Profesor, nie doprowadziło do bezpodstawnej operacji.

Akapit powyżej to tylko wstęp. Część z Was, o czym jestem przekonany, jest w stanie wyobrazić sobie, lub wręcz zrozumieć nasz strach. Strach rodziców, o to, że zdrowie, a nawet życie naszego dziecka jest zagrożone.

To może przydarzyć się każdemu…

W zasadzie telewizja w naszym życiu stanowi nic nieznaczący gadżet. Ot mama Klonów ogląda swój serial i w weekend zdarzy się jakiś film, widziany wcześniej dziesiątki razy, jednym okiem obejrzeć. Jak to w telewizji są reklamy, ogłoszenia itp. I właśnie czasem zdarza się, że jedno takie ogłoszenie, czy reklama, uzmysławia tysiące rzeczy. Twoje dziecko mogło być chore na raka. Twoje dziecko mogło być niepełnosprawne intelektualnie. Ty możesz o tym nie wiedzieć. Za to jedno co możesz to… nie krzyczeć, nie podnosić na nie ręki i dziękować wszechświatu. Dziękuj, ponieważ masz ogromne szczęście — zdrowe dziecko.

Skoro zdarza się nam myśleć tylko i wyłącznie o sobie, to pomyśl, co by było, gdyby nagle ten jeden krzyk, klaps, był jednym z ostatnich wspomnień?

Jaśniejsza strona tego medalu

Myślę czasem, jak to jest ciężko z bliźniakami. Że jedno dziecko to tak zwane „małe miki”. Że gorzej to mają tylko rodzice od trojaczków wzwyż.
A to nie do końca tak. Czy próbowaliście sobie kiedyś wyobrazić, co by było, gdyby Wasze ukochane dziecko było… no właśnie… Ja nie jestem. Współczuję i podziwiam rodziców zmagających się z niepełnosprawnością swoich dzieci. Nie wspominając o tej części, która zmaga się z tym, co nieuniknione…

Te wpisy mogą Ci się spodobać