Jakim cudem przeżyliśmy?

Patrząc z perspektywy czasu oraz dzisiejszych dzieciaków, można dojść do wniosku, że na każdym kroku naszego dzieciństwa potencjalnie groziła nam katastrofa.
Klęska, która mogła skończyć się dla nas naprawdę fatalnie.
Jakim cudem my to przeżyliśmy?

Istnieje szansa, że najzwyczajniej w świecie przed zagładą uratowała nas nieświadomość.

Spójrz na poniższe zdjęcie. Przerażające, prawda?
Nikt przy zdrowych zmysłach nie puściłby dzieci na taki „plac zabaw”.

Dallas, 1900. Plac zabaw.

A kiedyś puszczali. Idę o zakład, że liczba wypadków była nic nieznaczącym promilem w skali całej populacji tych dzieci.
Zdjęcie pochodzi prawdopodobnie z Dallas. Warto mieć świadomość, że średnia długość życia od 1900 roku w Ameryce Północnej wzrosła o 30 lat.

Uroki życia 20-30 lat temu

Jeśli masz na tyle dużo lat, by pamiętać dzieciństwo przynajmniej z lat dziewięćdziesiątych, to wiesz, jak wtedy spędzało się czas wolny.
Niezależnie od pogody, zazwyczaj na dworze (lub polu jak mawiają w Krakowie). Biegało się od rana do nocy. Często człowiek nie mył nawet rąk, zanim zaczął zajadać kanapki zrzucane przez rodziców z okna. Za nic nie dało się nas zagnać na obiad. Szkoda czasu.
Bieganie po drzewach było codziennością. Betonowe place zabaw z wysokimi metalowymi urządzeniami również. Nie wspominając o pozdzieranych kolanach, rozbitych nosach. Nikt nie zawracał sobie tym głowy.

Dziś każdy nowoczesny plac zabaw jest zabezpieczony w odpowiedni sposób. Rzecz jasna nie ma w tym nic złego. Znak czasów, świadomości i rozwoju techniki. Jednak wtedy nikt nie pomyślałby, żeby z powodu byle skaleczenia wpadać w panikę i jechać do najbliższego szpitala.

Nowoczesny plac zabaw

Czasy się zmieniły.

To nie ulega żadnym wątpliwościom. Zmienił się nasz gatunek, który teraz mimo wszystko bardziej się izoluje. Odgradzamy się od siebie nawzajem, zamykając się w swoich prywatnych gettach.
Mamy w sobie mnóstwo obaw, które dawniej były poniekąd bezpodstawne z powodu braku świadomości zagrożeń i wiedzy na ich temat.
Z biegiem czasu, za sprawą naszych działań, zmieniła się też natura wokół nas. Więcej zanieczyszczeń powietrza. Więcej modyfikowanej żywności.
To nie pozostaje bez wpływu na nasze zdrowie.
Sama działalność człowieka przyczynia się do pogorszenia jakości życia i narażenia nas na kontakt z niebezpiecznymi dla naszego zdrowia związkami.
Stąd ciężko się dziwić, że obserwujemy stały wzrost zachorowań na choroby układu oddechowego, czy układu krążenia, chorób tarczycy, czy rozwoju wciąż nowych odmian nowotworów.
Nie dziw więc nasz strach i ugruntowane przekonanie, że nawet najmniejsza rana może doprowadzić do tragedii. Jesteśmy dziś przewrażliwieni na tym punkcie. Szczególnie my — rodzice.

Z drugiej strony…

Jeszcze 20 lat temu w szkołach nie było dzieci z ADHD tylko „rozwydrzone bachory”. Nie było zaburzeń integracji sensorycznej, a jedynie „widzi mi się”. Nie było dysleksji, dysortografii i całej reszty dysfunkcji. Zamiast tego mieliśmy po prostu lenistwo. Nie było w końcu depresji, osobowości z pogranicza. To wszystko znak naszych czasów.
Jednak czy aby na pewno?

Wszystko jest kwestią nomenklatury, która jednak ma nieprawdopodobnie duże znaczenie, ponieważ określa i narzuca odbieranie pewnych zjawisk i zachowań.
Dziś, kiedy mówi się o depresji, nikt raczej nie pomyśli, że ktoś ma po prostu gorszy okres i samopoczucie. Widzimy w tym głębszy problem.
Kiedy słyszysz o dyslektykach, nie traktujesz ich jak patentowanych leni, a niemalże jak ludzi chorych.

To, że dziś udało nam się wszystko nazwać, ubrać w definicje, nie oznacza wcale, że kiedyś tych zjawisk nie było.
Ot zwyczajnie, nasza nieświadomość i zupełnie inne od dzisiejszego postrzeganie sprawiło, że przeżyliśmy, nie zamartwiając się jednocześnie tym, czego nie potrafiliśmy nazwać, określić i przez co tak naprawdę to lekceważyliśmy.
Dziś żyje nam się ciężej przez świadomość tego, co może nas spotkać. Jednak dzięki tej wiedzy i świadomości żyjemy dłużej.

Czy wtedy żyło nam się lepiej?

Odpowiedź nie jest do końca jednoznaczna. Z jednej strony nieświadomość jest pewnego rodzaju błogostanem, który wprowadza spokój, a raczej nie wprowadza chaosu i niepewności w nasze życie. Jednak pytanie powinno brzmieć inaczej. Czy gdybyśmy wtedy mieli świadomość i wiedzę tego wszystkiego, co zostało nazwane dopiero wiele lat po naszym dzieciństwie, to nasze życie dziś byłoby lepsze? Jestem przekonany, że tak.

Choćby w przypadku problemów z zaburzeniami integracji sensorycznej, odpowiednio wcześnie rozpoczęta i odpowiednio poprowadzona rehabilitacja daje świetne rezultaty. Widzę to po jednym z moich synów. Skutki rehabilitacji widać już teraz, pomimo tego, że nie trwa wcale długo.
Jak wielu z nas cierpli na podobne zaburzenia? Zapewne niezmiernie więcej niż nam się wydaje. Zaburzenia integracji sensorycznej naprawdę potrafią przeszkadzać w życiu. To nie jest coś, przez co egzystencja tych ludzi jest bardzo skomplikowana, ale z pewnością nie jest to komfortowe, gdy np. przeszkadzają Ci wszelkie metki w ubraniach i musisz je wycinać, lekko pomoczone rękawy, wystająca nitka, nierówno położone prześcieradło czy źle ustawione buty. Można z tym żyć, ale prawda jest taka, że gdyby osoby dziś już dorosłe w odpowiednim czasie przeszły rehabilitację ich życie mogłoby być pełniejsze i spokojniejsze.
Powyższe dotyczy także innych przypadłości, których kiedyś po prostu nikt nie potrafił zdefiniować i nadać im nazwy.

Nie staliśmy się gatunkiem hipochondryków. Tego typu stwierdzenia są przesadne. Zaczęliśmy jako homo sapiens interesować się i dbać o własne i naszych bliskich zdrowie fizyczne i psychiczne.

Nieświadomość uratowała nas przed zagładą, ale wcale nie oznacza to, że nie może nas do niej zaprowadzić.

Te wpisy mogą Ci się spodobać