Krajobraz po świętach

Rok temu pisałem o tym, jak bardzo brakuje w świętach atmosfery. W tych czasach nie ma tej magii, którą czuło się będąc dzieckiem.
Po świętach cały czas zadaję sobie pytanie ile w Bożym Narodzeniu, Mikołaju (jak zwał, tak zwał), tradycji, prezentach, jest wymówek a ile nostalgii i tęsknoty do dzieciństwa?
W Końcu ile w tych świętach jest troski o innych, w tym najbliższym, a ile o samych siebie i spełnienie swoich dawnych marzeń i pragnień?

Choinka Agaty

Agata pochodziła z domu, w którym nigdy się nie przelewało. W czasie świąt matka wyciągała i odkurzała sztuczną choinkę w rozmiarze metr czterdzieści. Na czubku, zgodnie z tradycją, z wyższością usadawiała się gwiazda, a przerzedzone gałązki zdobiły bombki. Żadna z tych bombek nie miała siostry. Każda bez wyjątku należała do innej parafii.
Kiedy Agata miała już własne mieszkanie i pracę, przyszło jej przygotować swoje pierwsze prawdziwe i własne święta, zaczęła od kupna choinki. Nie zwykłej, sztucznej, w rozmiarze metr czterdzieści. Nie, ona postanowiła, że w jej domu stanie najprawdziwsza z możliwych choinka. Wysoki na dwa metry i dwadzieścia centymetrów świerk, który w zasadzie zajmował połowę jej trzydziestometrowej kawalerki na Warszawskim Bródnie. W zasadzie w spełnieniu tego jednego, jedynego marzenia z dzieciństwa, nie byłoby niczego dziwnego, gdyby nie to, że drzewko spędziło święta samotnie i bez kolacji wigilijnej. Nawet zbłąkanego wędrowca zabrakło jak wody w stojaku. Agata wyjechała do rodziców. Świerk usechł z samotności.

kolejka elektryczna - conatotata.pl

Kolejka Andrzeja

Andrzej, od kiedy tylko pamięta, zawsze marzył o kolejce elektrycznej. Każdego roku jak tylko nauczył się pisać skrzętnie, kreślił list do Świętego Mikołaja, tłumacząc, że był grzeczny w tym roku i pragnie tylko jednego — elektrycznej kolejki. Takiej samej, jaką miał Michał. Następnie list chował do koperty. Zamykał ją na ślinę i oddawał mamie, wymuszając przyrzeczenie, że najpóźniej następnego dnia zostanie wysłany. Najczęściej mama wysyłała list jeszcze tego samego dnia, za pomocą szuflady w kredensie, który stał w dużym pokoju.
Andrzej rozumiał, dlaczego Mikołaj nigdy nie odpisywał. W końcu tych listów dostawał miliony. Mimo to jakimś cudem wszystkie czytał i zapamiętywał. Na to wskazywały prezenty Artura, Piotrka i Marka. Co roku, tak jak Andrzej, pisali list, i co roku dostawali dokładnie to, o co prosili. Tylko Andrzej jakimś dziwnych pechowym trafem nie miał szczęścia. Szaliki i rękawiczki trudno uznać za udany prezent mając osiem lat.
Kiedy urodził się pierwszy syn, Andrzej szalał z radości trzy dni. Czwartego dnia rano obudziwszy się, spojrzał w sufit i pomyślał — nareszcie! Jeszcze tylko trzy, może cztery lata i spełni się największe pragnienie mojego synka. Dostanie elektryczną kolejkę.

Rodzinne święta Marysi

Marysia wiedziała, że w Świętach chodzi o to, żeby odpocząć od korpobieganiny i w końcu na te kilka dni wrócić do rodzinnego domu pod Lublinem. Okoliczni mieszkańcy od czasu, kiedy wyjechała z miasta, patrzyli na nią z podziwem. Raz na kwartał przyjeżdżała do rodziców z dość lekkimi walizkami, co wnosili po tym, że z łatwością wyjmowała je z bagażnika taksówki.
Dużo trudniej jej to szło, kiedy wyjeżdżała popołudniem drugiego dnia świąt.
Tutaj była kimś, a tam, w Warszawie, wszyscy mieli ją za Słoika. Sposób, w jaki widzieli ją rodzice i sąsiedzi bliżsi i dalsi sprawiał, że Marysia chciała się zachowywać tak, jak ją postrzegano. Stąd torby pełne prezentów, na które nierzadko wydawał trzy czwarte ostatniej pensji. Wiedziała jednak, że jakoś da radę dzięki zapasom od rodziców.
Skoro Marysia mieszkała i pracowała w Warszawie to i rodzicom było lepiej. To znaczy, powinno być. Niestety na razie Marysia nie zarabiała na tyle dużo, żeby rodziców wesprzeć. Ci jednak czuli się w obowiązku pokazania przed okolicznymi mieszkańcami. Chodziły suchy, że nigdzie w promieniu pięciu kilometrów, nie było tak wystawnej wigilii i tak bogatych świąt. Co prawda mało który bank chciał to wszystko kredytować i chyba w przyszłym roku to oni, rodzice, pojadą do Marysi na święta, co by ludzie nie gadali.

Po świętach przyszła refleksja

Jesteśmy tylko ludźmi ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. Niespełnione marzenia z dzieciństwa potrafią pozostawić ślad rzutujący także na nasze dorosłe życie. Szkoda tylko, że czasem zwyczajnie nie potrafimy się przyznać, że prezent, który nasze dziecko dostanie od Mikołaja, tak naprawdę kupowaliśmy z myślą o sobie. Przynajmniej w dużej części. Przecież nie stałoby się nic złego, gdyby kolejka elektryczna, czy konsola do gier stała się wspólnym prezentem ojca i syna. Dziwny z nas gatunek.

Czasem realizujemy swoje marzenia bez zastanowienia. Rozumiem, że można mieć pragnienie posiadania żywej choinki. Zresztą sam, od kiedy tylko mogę, stawiam na żywe drzewka. Jednak wiedząc, że w domu spędzę w otoczeniu choinki raptem kilka godzin, bo tuż przed świętami wyjeżdżam z rodziną i wracamy po nowym roku, raczej nie decydowałbym się na taki zakup. Realizując marzenia, mimo wszystko też warto kierować się zdrowym rozsądkiem.

Wczoraj wieczorem udałem się do śmietnika, aby wyrzucić jakieś opakowania. To, co tam zastałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z każdego kosza wysypywały się śmieci. W tym mnóstwo jedzenia.
Nie mam pojęcia, czy u nas pewnego rodzaju myślenie przechodzi z pokolenia na pokolenie od czasów wojny, żeby tylko niczego nie zabrakło. Stoły uginają się od jedzenia, którego, jak z góry wiadomo domownicy i goście nie są w stanie przejeść. W końcu ląduje ono na śmietniku. Największe marnotrawstwo, jakie tylko jest możliwe.

Wpadliśmy w sidła niczym nieskrępowanego konsumpcjonizmu i nie zwracamy uwagi na podszepty zdrowego rozsądku, a dzięki niemu moglibyśmy oszczędzić sobie wmawiania, że przecież to wszystko tradycja i dla tradycji. Zapominamy o emocjach i tym, co najważniejsze uczuciach. W imię posiadania tego, co uznajemy za niezbędne, zapominamy o tym, co naprawdę istotne.

Te wpisy mogą Ci się spodobać