Lubię wracać…

W całym pędzie i braku czasu, choć raz na kwartał staram się odwiedzić rodzinny dom. W nim moją babcię, która całkiem niedawno skończyła 84 lata. Miejsce, które pachnie tak jak zawsze. Zapach, który znam z dzieciństwa i który przynosi mi spokój. Mój pokój, w którym spędziłem 24 lata życia. Wszystko tak dobrze znane. Lubię spojrzeć przez okno i z trzeciego piętra podziwiać klon, który towarzyszył mi całe życie. Teraz wygląda szczególnie pięknie. W jesiennych barwach chyli się nieco na południe. I jego dosięga upływ czasu. To moja Łódź.

Tej podróży zawsze towarzyszy pewna ekscytacja z mojej strony. Kilkanaście lat temu zdecydowałem się na zmianę miasta. Warszawa podziękowała Łodzi za moje wychowanie i przyjęła pod swoje skrzydła. Nie zmieliła mnie i nie wypluła, jak potrafiła i nadal potrafi zrobić z przyjezdnymi. Cierpi na ich nadmiar.

Dałem się porwać tej całej wariackiej pogoni za nie wiadomo czym. Z początku moje powroty do Łodzi nie były dla mnie przyjemne. Wracałem niechętnie. Miasto jawiło mi się jako najgorszy z możliwych koszmar, który w żadnym stopniu nie mógł konkurować z wielką, majestatyczną i wspaniałą stolicą. Z czasem jednak zacząłem odnajdywać w tych powrotach swój sposób na wyciszenie, poukładanie w głowie wszystkiego w odpowiednich miejscach. Spojrzeć z dystansem na to, co dzieje się ze mną i dookoła mnie.

Jeżdżąc po mieście, obserwuję, jak bardzo się zmienia. Kiedy tkwisz w jednym, rzadko zauważasz nawet duże zmiany, pomimo tego, że dzieją się na Twoich oczach. Spojrzenie z dystansu pozwala zauważyć nawet najmniejsze różnice.

Moja Łódź zawsze wita mnie z otwartymi ramionami. Pokazuje się z tej lepszej strony. Porównuję miejsca, które się zmieniają z obrazami z pamięci. Jest piękniej. Jednak wspomnienia wciąż pozostają żywe. Do dziś pamiętam sklepy na Piotrkowskiej, po których nie ma nawet śladu. Dokładnie tak jak było z towarem w tych sklepach z czasów mojego dzieciństwa. Bardzo wyraźnie pamiętam smak wody z saturatora tuż pod moim blokiem. I przestrzeń taksówki marki Warszawa. Naprawdę stare dzieje.
Są w mojej Łodzi takie miejsca, w których czas się zatrzymał. Wyryty na twarzach autochtonów upływ lat w żaden sposób nie kontrastuje z otoczeniem. W tych miejscach można znaleźć się wtedy, kiedy celowo, bądź częściej przypadkiem, zboczysz z głównych nurtów ulic. To nie są miejsca, gdzie chcesz przebywać dłużej niż to konieczne. Nie są to miejsca, które chcesz chłonąć i przesiąknąć ich zapachem. To są miejsca, z których chcesz jak najszybciej odejść. Nie czujesz się tam bezpiecznie.. i słusznie.

Różnice między moją Warszawą i moją Łodzią widać na pierwszy rzut oka. Niezwykły jest dla mnie wewnętrzny kontrast rodzinnego miasta. Łódź zawsze przyjmie Cię z otwartymi ramionami. Często nie wypluje jak Warszawa, ale zamknie w uścisku i nie wypuści. Nie pozwoli Ci odejść. Jeśli ją do tego przekonasz, rozstanie nie będzie proste. Dużo łatwiej odejść z Warszawy, która pomacha Ci na do widzenia i odetchnie wolnymi metrami kwadratowymi.

Od znajomych często słyszę, że Łódź jest brzydka, szara, ponura. To wszystko to tylko półprawda. Moja Łódź jest piękna, zielona, rosnąca i uśmiechnięta. Jeśli pozwoli Ci się poznać i pokochać, zostawisz w niej kawałek swojego serca i będziesz wracać przyciągany niczym magnes. Kiedyś, dawno temu, opuściłem ją z radością. Dziś z radością do niej wracam.

Te wpisy mogą Ci się spodobać