Kompromis i zrozumienie – tego potrzebuje każdy mężczyzna

Tym razem zacznę od końca. Męska część ludzkości zapewne mnie wyklnie, a damska stwierdzi, że straszną wazeliną zalatuje, ale prawda jest taka, że gdyby nie kobiety to do dziś byśmy szczali w pieluchy, a na chleb mówili „beb”.
Jak zwykle będę przejaskrawiał, ale tylko po to, by pokazać, co na co dzień muszą znosić nasze matki, opiekunki, partnerki itd. Dziś na warsztat trafia brzydsza część ludzkości.
O kobietach pisał nie będę, bo zaraz podniosą się głosy, że ten tutaj przykładny ojciec i głowa rodziny to seksista, szowinista, cham i prostak. Żeby więc uniknąć wszystkich przykrych epitetów, postanowiłem, w tym lekkim bądź co bądź weekendowym wpisie wziąć na warsztat panów.
Niezależnie więc od moich intencji i tak mi się dostanie ;)

Ciesz się chłopie, że wynaleziono kompromis

Z natury wojownik i zdobywca. Ten, który zapewnia dach nad głową i wyżywienie. Ze świecą szukać tego, który spełnia wszelkie warunki i posiada atrybuty pozwalające na zajęcie stanowiska „Książę z Bajki”. Jak mądry to nie koniecznie przystojny. Jak przystojny to nie koniecznie mądry. I tak dalej. Na całe szczęście gatunek ludzki stworzony jest w taki sposób, że jesteśmy gotowi na pewne ustępstwa, kompromisy. Całe szczęście. W przeciwnym przypadku wyginęlibyśmy po pierwszej parze składającej się z kobiety i mężczyzny. Serio, nawet jeśli założymy, że byli to powiedzmy Adam i Ewa. Kobieta miała dwa wyjścia albo odpuścić szereg wad Adama, od tych wizerunkowych po umysłowe lub udać się na bardzo długi spacer w nadziei, że Stwórca nie był na tyle nieczuły na jej potrzeby, że stworzył jedynie jeden egzemplarz Adama i to taki niby męski, ale… Kobiety zawsze mają jakieś ale”. Stop. Miało nie być o kobietach.

Adam zaś, no cóż, chłopina próbował pojąć, o co chodzi i jak się zabrać do tworzenia gatunku. Spojrzawszy na Ewę nawet się nie zastanawiał czy ma jakieś alternatywy. Już ten pierwszy praojciec wiedział, czuł to w głębi siebie, że facet jest zadaniowy. Powiedz, co ma zrobić i to zrobi. Nie jest powiedziane co prawda, kiedy to zrobi i czy zbiegnie się to z oczekiwanym przez kobietę terminem realizacji, ale w końcu zrobi. Tylko nie naciskać, bo się chłop zrazi, obrazi, i dupa z tego będzie. Wbrew pozorom bardzo łatwo nas zranić. Tak już jest od zarania.
Jak dobrze wiemy Adaś jakoś dał radę. Ok, mogło pójść mu lepiej, ale jednak został tatą. Jakieś schronienie wybudował lub znalazł i pewnie jakąś roślinę nieopatrznie zasadził. Teraz to już prawdziwy mężczyzna.

Mijają tysiące lat, a my musimy dźwigać to brzemię praojca. My musimy je dźwigać, a kobiety je znosić. Na całe szczęście obie strony akceptują pewne ustępstwa. Mężczyźni zdecydowanie potrzebują kompromisu i jeśli Ewa wybrałaby spacer, to może byłaby zdrowsza, ale z pewnością nam by to zdrowia nie przyniosło, a i bociany nie miałyby celu w bocianim życiu.

Kijem w łeb i do jaskini

Ja wiem i naprawdę rozumiem, że człowiek uczy się całe życie. Zdaje sobie sprawę, że kobiety rodzą się mądrzejsze (od tego, co prawda są wyjątki, ale o tym kiedy indziej), piękniejsze i szybciej uzyskują dojrzałość intelektualną. Tylko cholera ta przepaść to dość duża przeszkoda w budowaniu relacji. Jak sobie przypomnę koleżanki z podstawówki, które próbowałem zdobywać jedynie sobie znany, zapisany w pradawnym genotypie, sposób na ciąganie za warkocze, to naprawdę mam ochotę wszystkie je odwiedzić i przeprosić za próbę pozbawienia owłosienia i za wszystkich kolegów, którzy tę samą koleżankę, w identyczny sposób próbowali „uwieść” na tej samej piętnastominutowej przerwie między lekcjami. Z drugiej strony jak ona, wyższa o głowę miała zauważyć mnie czy moich kolegów. Na to wydaje się sposób był właściwy, choć może nie do końca oczekiwany. Na całe szczęście w pewnym momencie doganiamy kobiety pod względem intelektualnym i wiemy, że nie należy się tak zachowywać. To znaczy, nie generalizowałbym. Nie wszyscy doganiamy. Każdy zna lub widuje jakiegoś Sebę. To taki koleżka, równy ziomek. Często ubrany w strój galowy typu dres. Zazwyczaj ma problem ze skupieniem uwagi na dłużej niż trzy minuty oraz z liczeniem. W oczach hula pustka jak wiatr między uszami. Seba jednak coś tam wie. Wie, że gwarancją jego przetrwania jest kobieta. Seba nie wiem jednak, ponieważ do tego etapu nie doszedł w ewolucji (cóż tak też bywa), że czasy ciągania za włosy kończą się w granicach lat dwunastu. Na całe szczęście dla Seby kobieta, która już się na niego zdecydowała albo jak ta Ewa dopuszcza pewne defekty, albo po prostu zatrzymała się w pewnym momencie stwierdzając, że od tej pory stawia na urodę, bo ta jednak kiedyś przeminie, a książkę zdąży jeszcze przeczytać. Mimo to ona instynktownie rozumie, że Seba może nie jest zbyt lotny, ale krzywdy zrobić nie da i rachunek się wyrównuje. W ten sposób Seba znajduje sobie kobietę idealną, którą może się pochwalić przed kolegami, jednocześnie zaznaczając ją jako własne terytorium nonszalancko przewieszając całą niemal kończynę przez kark kobiety, a następnie opierając na niej cały swój ciężar. Co czynić będzie również na co dzień tylko nie tak dosłownie. Ona czuje się zdobyta, on jak zdobywca. Do tego plus pięć do szacunu na dzielnicy.
Przecież można inaczej. Można, to prawda, tylko po pierwsze trzeba wiedzieć jak a po drugie umieć.

Seba to taki zwykły dres. Ten, który jest tak leniwy, że to jego kobieta pracuje. Ten, który ma czas na „zajaranie szluga” i „wrzucenie kilku browarków”. Na siłkę nie pójdzie, bo dres zapoci więc siedzi ten Sebuś przed TV i nadziwić się nie może jaki ten świat wspaniały i jakie cuda można znaleźć na Telezakupach Mango. Brak przyjazni z siłownią nie przeszkadza Sebie być ekspertem od sportów wszelakich niczym cała banda komentatorów z radia i telewizji. Seba ma proste życie, bo nic nie jarzy. Podobnie jak jego kobieta. Gdyby cokolwiek rozumiała, wiedziałaby, że dla swojego dobra w takim wypadku powinna jednak zaniechać stosowania kompromisów.

Nie ma jak u mamy

Mam wrażenie, że zbliżamy się do dalekiego południa Europy. Za chwilę w kraju nad Wisłą zawitają Włochy, czy Hiszpania. Niestety nie pod kątem klimatu, ale pod kątem długości zamieszkiwania z rodzicami.
Nawet część trzydziestokilkulatków mieszka jeszcze z rodzicami. Powiem Ci dlaczego. Po pierwsze dlatego, że są niezwykle leniwi, a po drugie łatwiej złożyć silnik niż samodzielnie wstawić pranie. Poza tym matka przytuli, zrozumie, wytłumaczy i zaakceptuje. Matka, jak to ona, kocha swojego syna. Tylko czasem chciałaby, żeby już się wyprowadził. Skoro zabrał jej już młodość to niech, chociaż starość odda. Odmawia sobie ta matka czego tylko może by wreszcie po latach dać synowi klucze do jego własnej kawalerki. Syn wdzięczny jest jak nie wiem co. Własne mieszkanie, ale super! Nie wpadłby na to, że tak można. Jeszcze chwilę mu zajmie zrozumienie, że teraz tutaj będzie mieszkał, spał i jadł, i to bez mamy za ścianą. Często gęsto wpadnie w panikę. Jedno jednak jest pewne. Pranie dalej będzie woził do matki. Taki kompromis.

Kryzys wieku średniego

To jakaś choroba i to zaraźliwa. Dotąd dobrze sytuowany mężczyzna, przykładny ojciec, mąż i wzór godny naśladowania. Z dnia na dzień jeb i przeistacza się w skórzanego czarnego łabędzia. Dżinsy i koszule w kratę wkładaną po pracy zamienia na skórzane spodnie. Służbowa Insygnia przeistacza się w monstrualnego rumaka Harley & Davidson a w głośnikach AC DC. Oto narodził się na nowo! Facet czterdziestoletni. Póki jest w miarę zadbany i dbał do tej pory o siebie, to nie jest tak najgorzej. Większa lipa jest, wtedy kiedy to ten zwykły facet zamienia się w wypasionego czarnego łabędzia z dwudziestoma kilogramami nadwagi. Wtedy słyszysz zgrzyt i szelest na każdym kroku oraz gorączkowe łapanie haustów powietrza. Cóż, większych skórzanych spodni nie produkują. Żona jak na potomkinię marki kompromisu wybaczy i postara się zrozumieć, że to takie chwilowe zaćmienie i że gość musi sam sobie udowodnić, że nadal jest mężczyzną i może. Ale ale, na tym nie koniec. Wyobraź sobie, że temu zwyczajnemu dotąd facetowi odwala już na całego (być może wynika to z braku dopływu krwi do mózgu) i naprawdę zaczyna myśleć tym, o co i tak większość kobiet zawsze nas facetów podejrzewa. Tenże dotąd potulnie ułożony idzie w miasto. Ona wie, że nic dobrego z tego nie wyniknie, ale z politowaniem żegna go ciastem i znakiem krzyża. Efektem tego wypadu w miasto jest powrót do kawalerki, którą dostał od mamy, a którą po ślubie żal było sprzedawać. Z tym że on nie wraca sam. On wraca z kobietą, która mogłaby być koleżanką z ławki jego córki w gimnazjum. Najbardziej groteskowy widok to dla mnie taki tatusiek w skórzanych za małych spodniach, z których wylewa się wyhodowany przez lata bembzon z młodą siksą u boku. Przyjdzie dzień, że zrozumie swój błąd, a i spodnie przestaną już zupełnie pasować i wtedy zostanie mu już tylko ta kawalerka i tęsknota za ułożonym życiem. Tego niestety nie każda kobieta będzie stanie podciągnąć pod chwilowy zawrót głowy czy nic nieznaczący incydent. Nawet największy zwolennik kompromisów w życiu powinien wiedzieć, że wszystko ma swoje granice.

Patrząc na Sebę, wiecznego synka mamusi i gościa w skórzanych spodniach jestem przekonany, że pochodzimy z innego wymiaru. Na całe szczęście tych normalnych facetów, racjonalnie myślących, z licznymi wadami, ale ponad wszystko kochających swoje rodziny jest więcej. Trzeba im tylko dać szansę. Oni nie przeciągają granic. Liczą się z ustalonymi nawet bezsłownie granicami. Tysiące lat temu kobieta i mężczyzna zawarli kompromis, bez którego Wy może byście jeszcze jakoś sobie poradziły, ale nam z pewnością zabrakłoby argumentów.

Te wpisy mogą Ci się spodobać