Męski blog nie tylko o rodzicielstwie.

Moja Łódź dryfuje donikąd

Łódź. Konkretnie Teofilów na Bałutach. Mój rodzinny dom. To tutaj spędziłem ponad 20 lat mojego życia. Każdy znał każdego. Każdy wiedział wszystko o każdym. Te same historie, te same problemy i bardzo podobne radości. Przynajmniej tak było dawniej. Zadbane zielone osiedle z zawsze równo skoszonym trawnikiem. Drzewa pamiętające początek istnienia tego miejsca, czyli lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia. Wszyscy starsi mieszkańcy są tu od samego początku. Dawniej w ciepłe dni sąsiedzka brać wylegała na ławki przed blokiem i od samego rana aż do zmroku toczyła dyskusje lub po prostu przebywała w swoim towarzystwie. Mieszkańcy parterów prześcigali się w pielęgnacji swoich malutkich ogródków. Mnie cieszył widok goździków, róż, bratków. Mimo wszechobecnej patologi niemalże sielanka. Wszystkie dzieciaki mają naokoło wujków i ciocie. Od rana do wieczora rozbrzmiewa gwar. Jest miło, czysto, sympatycznie.

Moja Łódź prawie się nie zmienia… prawie…

Dziś nadal stoją tu te same drzewa i te same bloki. Nie zmieniło się praktycznie nic. Z kilkoma wyjątkami. Już nie słychać gwaru dzieci bawiących się na podwórku. Sąsiedzi nie przesiadują na ławkach, bo mało kto zna się na tyle, by zamienić ze sobą więcej niż grzecznościowe dzień dobry. Historie opowiadają jedynie cienkie ściany. Znak czasu. Większość starych mieszkańców na przestrzeni lat zmarła. Wprowadzili się nowi. Młodsi. Jednak już naznaczeni wirusem XXI wieku — totalnej anonimowości.

Są w Łodzi miejsca, w których lepiej nie pojawiać się po zmroku. Teofilów raczej do nich nie należał. Nigdy nie czułem tu strachu. Być może dlatego, że wszystkich znałem. Także tych, których należało się obawiać. Kończyliśmy tę samą podstawówkę. Często ich edukacja kończyła się właśnie w tym momencie. Dziś nie czuje się tu bezpiecznie. Tamtych ludzi już nie ma. Są nowi. Młodsi, bardziej śmiali, bardziej niebezpieczni.

Ach, jaki piękny dzień,
Od rana pada deszcz,
Limanowskiego, Łódź,
Kałuże, chlup,
Tu można dostać w dziób.

Wakacje. Sobotnie południe. Moja 83-letnia babcia wraca z małych zakupów. W siatce to, co zwykle: pieczywo, włoszczyzna, ziemniaki. Dostępu do klatki bronią drzwi z domofonem. Karta chipowa, która umożliwiałaby ich otwarcie to zbyt wiele na to osiedle. Babcia otwiera drzwi z klucza i zamyka je za sobą. Sprawdza jeszcze czy aby w skrzynce nie czeka nieodebrana poczta. Powoli wchodzi po schodach. 3 piętro bez windy. Między drugim a trzecim piętrem słyszy, że na dole otwierają się drzwi. Ktoś wbiega po schodach. Babcia jest przekonana, że człowiek się spieszy. W sumie ma rację. W mgnieniu oka łapie ją za kark, a drugą ręką próbuje wyrwać torbę z zakupami, zapewne przeświadczony, że znajdzie tam też portfel. Nie spodziewa się chyba jednak tego, że…

Moja babcia zawsze była bardzo żywą osobą. Mimo przebytych trzech zawałów serca, wczesnego owdowienia, przeżycia śmierci obojga swoich dzieci, wrodzony optymizm nigdy jej nie opuszczał. Do tego zawsze potrafiła walczyć o swoje. Tak jak walczyła o mnie.

…babcia wszczyna alarm. Krzyczy, jednocześnie nie dając wyrwać sobie torby. Niestety złodziej wyczuwa portfel w kieszeni lekkiej kurtki. Wyciąga go i ucieka. Babcia sama nie wie, jakim cudem tak szybko zbiegła na dół cały czas krzycząc. Wypadła przed blok. Ludzie w oknach. Jedynie młody syn sąsiadów z klatki obok rusza w pogoń za uciekającym napastnikiem. Niestety, złodziejowi udaje się uciec. Przechodzący nieopodal mężczyzna, nie zastanawiając się, podbiega do babci. Pomaga jej usiąść na ławce. Łapie za telefon i dzwoni pod numer alarmowy. Patrol policji zjawi się za chwilę. Niestety, sprawcy nie udaje się ująć ani tego dnia, ani następnego, ani…

W portfelu 50pln. Nie wiem czego spodziewał się złodziej, ale musiał się ostro wkurwić w powodu takiej kwoty. Jak się okazuje portfel porzuca w tramwaju. Ten znaleziony przez motorniczego trafia do dyspozytora ruchu, a ten przywozi go babci bezpośrednio do domu. Na całe szczęście babcia nie miała w portfelu dowodu osobistego. Mimo tego widmo wyrabiania nowych legitymacji emeryta i osoby niepełnosprawnej w ZUS też kosztowałoby ją trochę zdrowia. Dzielnicowy, który odwiedza babcie już podczas mojej obecności i daje jasno do zrozumienia, że sprawa zostanie umorzona z powodu niskiej szkodliwości. W końcu to tylko 50pln! Tak jakby to pieniądze grały tu najważniejszą rolę. Stresu związanego z całym zdarzeniem, strachu, jaki teraz towarzyszy babci przy opuszczaniu domu, tego niestety nikt nie wycenia i nie skazuje na karę więzienia.

Dokąd płynie miasto moich snów?
Dokąd płynie niekochana Łódź?
Dokąd płynie odrapany wrak?
Czy długo tak?

Czarne chmury nad głową,
W bramach czai się zło.

Są miejsca naznaczone bliznami. Są takie miejsca, gdzie lepiej nie tylko nie pojawiać się po zmroku, ale gdzie lepiej nie pojawiać się za dnia. Okazuje się, że w biały dzień możesz bezkarnie napaść, okraść i uciec. Jeśli jesteś dość sprytny i szybki, nikt Ci nic nie zrobi. Policja nie będzie zawracała sobie Tobą głowy. Łatwiej złapać staruszkę handlującą koperkiem bez odpowiedniego zezwolenia.

Moja Łódź dryfuje

Zmierza w stronę tak inną od tej, na jaką liczyłem ja i jej mieszkańcy. Kiedyś opływająca bogactwem wylewającym się z fabryk włókienniczych. Kiedyś była miastem aktorów, artystów, fabrykantów. Miastem perspektyw. Teraz naznaczona jest mnóstwem ran wynikających z pokoleniowej patologi. Dziadkowie pili, bo tam skąd przyjechali pili wszyscy. Rodzice pili, bo często taki przykład szedł z góry. A jak nie było za co pić? Ci ze skrupułami brali się do pracy choćby dorywczej. Ci pozbawieni skrupułów szli kraść. Ich dzieci często już nie mają żadnych zahamowań. Przychodzi mi taka myśl, że powodem nie jest kwestia tego, co oglądają na co dzień w swoich czterech ścianach. To nie kwestia złego wychowania, ale kwestia zaniechania wychowania w ogóle.

Ach, jaki piękny dzień,
Od rana pada deszcz,
Rozmiękłe echo twoich słów,
Ja błagam cię,
Nie zalej się.

Totalna znieczulica

Co robisz, kiedy słyszysz krzyk? Reagujesz? Rozglądasz się szukając przyczyn? Niesiesz pomoc, jeśli trzeba? Informujesz odpowiednie służby? Jeśli tak, to gratuluję! Jednak mimo szlachetności swoich działań jesteś w nędznej mniejszości. Cała reszta to wszystko, co dzieje się dookoła ma w dupie. Nikt nie wyściubi głowy spoza swoje mądrego telefonu. Nikt nie spojrzy poza czubek własnego nosa. Wszyscy dbają jedynie o swoje cztery litery. Widać to na każdym kroku.

Tak było i w tym przypadku. Zareagował młody sąsiad, bo wiedział, że tak trzeba. Nie kalkulował czy typ, którego goni nie wpakuje mu noża. Instynkt mówił mu — goń! Daj po mordzie i odzyskaj to, co skradzione. Bo kiedy krzywda dzieje się słabszym tak należy robić. Człowiek przechodzący obok, nie tamtejszy, wiedział, że trzeba reagować, pomóc, zadzwonić po policję. Bo tak po prostu postępują przyzwoici ludzie.

To nie jest miejsce wyjątkowe

Takich miast jak moja Łódź, jest na mapie Polski wiele. Są miejsca dużo gorsze, straszniejsze i bardziej niebezpieczne. I to nie wina miasta, że tak się dzieje. To wina jego materii, ludzi. Tego, że kiedyś, ktoś nie zareagował. Tego, że ktoś kiedyś zaniechał. A potem inni poszli ich śladem.

To zdarzenie nie spowodowało, że swoje rodzinne strony kocham mniej. Spowodowało jednak, że nie będę w stanie im ufać. Tak jak nie będę w stanie podać ręki tym, którzy zaniechali i nie stanęli w obronie bogu ducha winnej staruszki, która już nawet pod drzwiami swojego mieszkania nie może czuć się bezpiecznie.

A teraz pomyśl przez chwilę

Kiedy następnym razem odwrócisz głowę, udając, że nie słyszysz wołania o pomoc, postaw się w roli ofiary. Pomyśl przez chwilę, jakie piętno w twojej głowie wyryje fakt, że tylu ludzi wokoło ma w dupie to, co za chwilę może się z Tobą stać. I jeśli nadal wolisz odwrócić głowę to nigdy, przenigdy nie masz moralnego prawa myśleć o sobie jako przyzwoitym człowieku.

Dokąd płynie miasto moich snów?
Dokąd płynie niekochana Łódź?
Dokąd płynie odrapany wrak?
Czy długo tak?

Te wpisy mogą Ci się spodobać
  • Boję się tego wzrostu anonimowości, o którym wspomniałeś. Chyba tylko małe wioski uchroniły się od niego w jakimś większym stopniu. A gdy nie czujemy się w żaden sposób związany z ofiarą, to trudniej jest się zmusić do pomocy. Dlatego, kiedy potrzebujemy pomocy przypadkowego przechodnia powinniśmy zwrócić się do niego bezpośrednio, a przynajmniej takie coś kojarzę z jakiejś lekcji w liceum.

    • To fakt trudniej odmówić kiedy się taką osobę zaangażuje bezpośrednio choćby właśnie przez zwrócenie się o pomoc. W ostatnich dniach dochodzę jednak do wniosku, że wciąż jesteśmy marnym społeczeństwem, ale to nie do końca nasza wina. Nie kształci się u nas postaw obywatelskich i efektem tego jest między innymi znieczulica i totalna anonimowość.

  • Znak naszych czasów, niestety.
    Na szczęście nie wszyscy stoją z boku i się tylko przyglądają. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ciężko o pomoc i reakcję.
    A co do umarzania postępowań, to też mnie to wkurza strasznie. Tak, jak napisałeś – lepiej wlepić mandat babci z koperkiem niż choć spróbować zlokalizować i złapać cwanego bandziora.

    • Szkoda tylko, że tych którzy potrafią się ruszyć i pomóc jest tak nikła ilość. Uważam, że nawet za tak „drobne” wykroczenia powinny być surowe kary pieniężne czy prace społeczne itp. Choćby po to by dać przykład i pokazać co grozi za takie postępowanie. W przeciwnym wypadku takie jednostki mogą się czuć bezkarne.

  • Dobrze, że padły słowa, że nie jest to miasto wyjątkowe pod tym względem.
    Bywa słabo. To fakt. Słowa z piosenki z Comy są mega trafione. I mimo to kocham to miasto najbardziej ze wszystkich 😉

    • Rzecz w tym, że ja też Łódź kocham. Mimo tego jak potrafi być bezwzględne. W końcu to mój rodzinny dom. Inna sprawa, że Łódź nie godzi się na pół środki – albo ją kochasz, albo nienawidzisz.

  • O dziwo to samo dzieje się na wsiach, w małych miejscowościach. Kiedyś szłam i znałam każdą osobę, a jak ja nie znałam to znali mnie, bo znali rodziców, dziadków. Teraz wychodzę na spacer i widzę same obce twarze, znajomą osobę ciężko spotkać. A i strach wyjść wieczorem jest.

  • Też czasami drżę na myśl, do czego zmierza świat. I jak w tym świecie odnajdą się moje dzieci.
    Zdrowia i spokoju dla babci

  • Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby przejść obojętnie obok wołania o pomoc. Instynktownie jestem nastawiona na bronienie słabszych, siebie i swojej rodziny. Tak jak w Twojej Łodzi, tak i w mojej Częstochowie są takie miejsca. Wychowałam się na blokowisku, gdzie byłam nietykalna dzięki starszemu o pięć lat bratu. To on nauczył mnie, że muszę być twarda, niezłomna i odważna. Niejedną już sytuację przeżyłam, w której musiałam bronić innych i choć teraz nie jestem już takim chojrakiem, bo w pierwszej kolejności myślę o tym, że mam córkę, której jestem potrzebna, to i tak uważam, że w takich sytuacjach umiałabym zareagować prawidłowo.

    Wielkie szczęście, że babci nic się nie stało. Jeden wyszarpnie torbę, a inny jeszcze przywali – to są zwierzęta, które się nie patyczkują. Zresztą trudno nazywać takich padalców zwierzętami, bo zwierzęta nie zachowują się w ten sposób. Naprawdę nie wiem, co trzeba mieć w głowie, aby napadać osoby bezbronne. Jak jest taki odważny, niech uderza do równych sobie…

    Ale abstrahując już od dramatycznej historii, pięknie piszesz o Łodzi. Widać w tych słowach gorzki sentyment, widać miłość do tych stron. Podziwiam i szanuję, bo najłatwiej jest wynajdywać tylko czarne strony i narzekać.

  • entomka

    Pochodzę z Suwałk i przyznam, że one również dryfują, podobnie jak Łódź, tylko nie zawsze we właściwą stronę. Owszem, jest teraz Aquapark, kino 3D, więcej supermarketów…. ale jest też olbrzymia zmiana na blokowisku, w którym się wychowałam. Patrzę na te bloki, ławki, place zabaw, boisko … z sentymentem (tyle spędzonych godzin w tym miejscu, gdzie była nas gromadka i wszyscy razem się trzymaliśmy, znaliśmy, lubiliśmy) ale i strachem, bo mój syn nie ma z kim się tam z kim bawić (gdzie są te wszystkie dzieci w piaskownicy? gdzie sąsiadki zatrzymujące się i gawędzące w drodze na zakupy?) … I huśtam się tam z Młodym ja, gramy razem w ping-ponga, ale to nie to …

  • Każde większe miasto ma te same problemy. Myślę, że to akurat dryf ogólnopolski. W wakacje jeszcze więcej słyszy się o zuchwałych napadach i kradzieżach. Złodzieje zbierają na wakacje, na imprezy, a czasem okazują się uciekinierami z domów. W Warszawie tez tak jest i są dzielnice, w których bardziej kumuluje się ten margines. Jednak bardzo współczuję Twojej babci niemiłych przeżyć i życzę dużo zdrowia!

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    W pewnym małym miasteczku na Dolnym Śląsku rozgrywają się czasami jeszcze bardziej makabryczne sceny, jak z filmu gangsterskiego. Któregoś dnia wpada tu banda „dresów” z kijami bejsbolowymi i pistoletami za pazuchą. Szukają kogoś, kto ewidentnie zalazł im za skórę. Padają strzały, dziury po kulach w kamienicach do tej pory nie zostały załatane. Jedna osoba ginie, inne zostają ranne. W tym czasie POLICJANCI zamykają się od środka w komendzie – i udają, że ich nie ma. Wiem, bo tu mieszkam – i już nie wychodzę z domu po zmroku. Nie tylko Łódź dryfuje w bardzo niewłaściwą stronę…