Opieka nad bliźniakami. Podsumowanie pierwszych trzech tygodni

Minęły trzy tygodnie od pierwszego dnia, kiedy moja rola w domu uległa pewnym zmianom.
Od początku września moim głównym obowiązkiem stała się opieka nad bliźniakami. Jak i dlaczego opisałem tutaj Lada dzień moi synowie skończą 18 miesięcy. Półtora roku! Rany, kiedy to zleciało?
Każdy, kto ma dzieci, wie, do czego zdolne są w tym wieku 🙂 W życiu tak małych istot niezmiernie ważna jest rutyna i rytuały. To daje im spokój i wprowadza ład w ich i tak skomplikowane różnorakimi odkryciami życie. Dla mnie, dorosłego bądź co bądź człowieka, rutyna to nuda, ale czego nie robi się dla dzieci.

Opieka nad bliźniakami wymaga planu dnia.

Dorastanie dzieci niesie ze sobą plusy i minusy. Minusem głównym jest to, że trzeba mieć oczy dookoła głowy. I to dosłownie, a nie w przenośni. Plusem natomiast rodzące się coraz bardziej skomplikowane interakcje i systematyzacja życia.

Pobudka

Chłopcy, oprócz nielicznych odstępstw, wstają co dzień około 6:30. To jest jeszcze ten czas ich i mamy, która przed porannymi obowiązkami ma swoją chwilę z synami. Z jednej strony może ich nakarmić (tak, tak nadal to robi), a z drugiej z mniejszym szokiem wejść w rytm dnia.
Inna sprawa, że ja łapię w ten sposób jeszcze około 20 minut drzemki 🙂

Śniadanie i chwila po…

Kolejnym etapem jest przygotowanie wspólnego śniadania. W ciągu tygodnia z reguły to moja rola. W weekendy często zajmuje się tym A.
Chłopcy dzielnie mi asystują próbując podebrać co smakowitsze kąski ze stołu 🙂 Mama w tym czasie dokonuje porannej toalety.
Od czasu kiedy przestałem pracować na etacie mamy czas na to, by codziennie zjeść wspólne śniadanie. Uważam, że to naprawdę ważne nie tylko ze względu na dzieci, ale także na spójność rodziny. To ten czas, kiedy możemy wspólnie nacieszyć się dziećmi i jednocześnie przedyskutować ważne kwestie lub pogadać o pierdołach.
Po śniadaniu mam szykuje się do pracy, a ja przebieram chłopców z pidżamek w codzienne ubranka, myje buziaki, rączki. To też czas na nasze wygłupy. Śmiechom nie ma końca. Łaskotki, „pierdzi brzuchy” są na porządku dziennym i ciężko nam przerwać te swawole.
Razem z chłopcami wyprawiamy mamę do pracy i zaczynamy czas zabawy. Aha, tata oczywiście ogarnia wszelkie spustoszenia po śniadaniu 🙂

Czas zabawy – nadciąga apokalipsa

Niesamowite jest to, jak moi synowie potrafią się razem bawić. Oczywiści zdarza się, że wyniknie jakaś sprzeczka, czy bójka, ale to w rodzeństwie raczej norma niezależnie od wieku. Jednak kiedy mają wspólny cel, nic nie jest w stanie ich zatrzymać.
A potem kłopocik w postaci odpowiedzi na pytanie: „A kto to wszystko posprząta?”.
Zawsze przychodzi ten moment, kiedy Janek przychodzi do mnie i daje znak, że to czas na rysunki. W przeciwieństwie do brata już teraz wykazuje bardzo duże zainteresowanie rysunkiem. Wyciągamy ołówki, kredki (w naszym przypadku bezpieczne dla maluchów Crayola 8 Jumbo Pencils) i pod moim nadzorem chłopcy rysują. To znaczy nie do końca obaj. Janek owszem. Staś natomiast bada — z czego są kredki, co można zrobić z gumką z ołówka, i czy kartka da się wyprostować po zgnieceniu.
Prawda jest taka, że nadal koncentracja na dłuższy czas nie jest ich mocną stroną więc po max. 10 minutach rysowanie się kończy, o czym świadczy fakt, że chłopcy rozchodzą się do swoich własnych, bardzo istotnych zajęć, pozostawiając mnie z misją posprzątania bałaganu po rysowaniu.

Czas drzemki

Około 4-5 godzin od porannej pobudki przychodzi czas zmęczenia. Chłopcy dość głośno dają znać, że to czas na ciepłe mleko i drzemkę.
Na profilu bloga na Facebook’u dzieliłem się swoimi obawami związanymi z usypianiem synów. Te trzy tygodnie były czasem prób, które bardzo często okazywały się nieudane, ale chyba w końcu udało się wypracować model, którym oczywiście chętnie się dzielę.

Babcia Basia, która praktycznie co dzień zabiera chłopców na długie spacery, spotyka często opiekunkę chadzającą również z bliźniakami. U nich sprawdziło się usypianie jednoczesne w łóżeczkach. U nas w życiu by się to nie sprawdziło, ale…
Podgrzewam mleko, opowiadając chłopcom, że to czas, kiedy pójdziemy zjeść i położymy się na drzemkę. Idziemy razem do sypialni, gdzie chłopcy układają się na poduszkach i jedzą swój posiłek. Zdarza się, że już podczas jedzenia zaczynają „odpływać”. Jednak, gdy tak się nie dzieje, nie ma się co załamywać. Spokojnym głosem tłumaczę im, że drzemka jest bardzo potrzebna, by mogli wypocząć i nabrać sił do zabawy po południu. Maksymalnie kwadrans później zasypiają. Daję im kilka chwil na głębsze zaśnięcie i po kolei transportuję do łóżeczek.

Chłopcy przyzwyczaili się do jednej drzemki w ciągu dnia i zazwyczaj ma ona miejsce właśnie przed południem. Z reguły trwa około 90 minut.
W tym czasie przygotowuję obiad dla moich maluchów, sprzątam ślady po zagładzie, jaka zdarzyła się na placu zabawy i jak starczy czasu mogę jeszcze popracować 🙂

Popołudnie

Około 13 przyjeżdża Babcia Basia. Kobieta o niezwykłych wręcz pokładach cierpliwości do naszych synów. Wspólnie podajemy chłopcom obiad. I już około 14 chłopcy wyruszają z babcią na kolejny codzienny rytuał — spacer.

W tym momencie tata ma czas dla siebie i na swoja pracę.

Mama Klonów po powrocie do pracy po pierwsze zmniejszyła czas pracy, przez co jeden dzień w tygodniu (poniedziałek) ma dodatkowo wolny oraz z racji karmienia chłopców pracuje do 15:30. Wspominam o tym, ponieważ często chłopcy wracają ze spaceru właśnie wraz z mamą i babcią oczywiście 😉
Deser po spacerze znika w oszałamiającym tempie. Wiadomo, w końcu taki spacer potrafi zmęczyć. Szczególnie kiedy babcia tłumaczy wszelkie wskazania palcem.

Potem to już czas zabaw, nauki i wyciszenia przed snem.

Wieczór – pora na sen

Rytuały i rutyna to podstawa. To właśnie dzięki temu udało nam się wypracować model usypiania bez płaczu, sprzeciwów i pobudek. Wspólna kąpiel chłopców pod opieką mamy i taty. To zmiana jakościowa, bo przez pierwszy ponad rok życia kąpiele to był tylko mój obowiązek. Bracia na dobranoc w przecudowny sposób stykają się palcami (coś jak w E.T. kto widział, ten wie, o czym mowa) i jeden z synów (zazwyczaj Staś) jest gotowy, by pod okiem mamy zasnąć. W tym czasie ja spędzam ostatnie chwile dnia z Jasiem. Najczęściej czytamy bajki. No, chyba że dzień był bardzo męczący, wtedy Jaś układa się tuż obok mnie i wycisza się przed snem.
Po godzinie 20:00 czas dla siebie mają rodzice. To znaczy nie do końca dla siebie. Ja pracuję. Kiedyś przecież muszę 🙂 A mama ogrania zestawy obiadowe, deserowe, prania itp.

A jutro…pobudka pewnie przed 6:30 i zaczynamy od nowa 🙂

Te wpisy mogą Ci się spodobać