Pasja – to co nas napędza

Każde dziecko marzy o tym, kim zostanie w przyszłości. Część z tych marzeń się spełnia, a część zostaje pasjami, bez których ciężko oddychać.

Każdy chłopiec z moich czasów chciał być mili (poli) cjantem, strażakiem, lekarzem, gościem z „Siedmiu wspaniałych”, Supermanem, Batmanem itp.
A ja, poza byciem policjantem, chciałem od zawsze zostać muzykiem lub grafikiem. I oto los mówi mi:

Tadam!
Oto spełniam Twoje marzenie.

Ale zanim to nastąpiło…

Akt I

W 1988 roku (tak, najmłodszy już nie jestem) zostałem laureatem „prestiżowej” nagrody w konkursie o zasięgu bodajże wojewódzkim – „Indie ’88”. Szczerze mówiąc ani konkursu, ani tym bardziej swojej pracy nie pamiętam. O fakcie przypomina mi dyplom spoczywający w szufladzie jednej z szafek w moim rodzinnym domu. Nie przypomina jednak, co było nagrodą. Do dziś zachodzę w głowę, jak do tego doszło. A co istotne, zdaje się, że był to konkurs plastyczny. Czyli jednak gdzieś to wszystko się zazębia 🙂 W zasadzie wszyscy wokoło byli przekonani o moim talencie plastycznym. Wszyscy z wyjątkiem mnie. Zupełnie nie miałem pojęcia, o co ten cały hałas, ochy, achy i cmokanie. Ot brałem ołówki, pędzle, farby i malowałem.

Akt II

W wieku lat nastu otrzymałem od ukochanej babci swoją pierwszą gitarę, którą notabene posiadam do dziś. Dziś to bardziej pamiątka niż instrument. Ta gitara przypomina mi, jak zaczęła się moja przygoda z muzyką, poza śpiewaniem. Z nią związanych mam setki wspomnień, które mimo obaw znajomych z lat młodzieńczych pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego.
Będąc małym chłopcem, śpiewałem pięknie jak Krzyś Antkowiak. Zastanawiasz się kto to taki? Nie ujmując nikomu talentu to był to taki polski Justin Bieber lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia.

Czasem gość nosił szelki i te jakoś mi tak…no nie pasowały do mnie 😉
W życiu każdego chłopca przychodzi okres, kiedy głos się zmienia. Przestałem być Antkowiakiem. Zacząłem być… cholera wie czym. Gdyby udało się w jednym utworze zawrzeć Adama Darskiego i Violettę Villas to chyba wyłoby to. Zwróć uwagę na świetny żart słowny.

Chwilę zajęło mi dojście do siebie, ale około szkoły średniej ponownie ujawniły się zdolności wokalne, dzięki nie wiedzieć komu zgodnie z naturalnymi umiejętnościami..

Ok, nie zostałem Bieberem swoich czasów. Nie żałuję. Za to wraz z moim przyjacielem, kilka lat później, udało nam się wystawić dwa przedstawienia na deskach jednego z domów kultury w rodzinnym mieście Łodzi. Z gwiazdorstwa i kariery estradowej pozostały mi jeszcze wspomnienia po wygrywanych bez najmniejszej spiny konkursach wokalnych. Gwiazda, nie ma co. Jednak marzenia spełniałem 🙂

No, ale nie o to, nie o to.. Ten przydługi wstęp ma jedynie pokazać, jak ważne jest wsparcie bliskich w procesie dojrzewania i podejmowania decyzji nie tylko w wymiarze tego, co chcesz w życiu robić, ale także tego, co stanie się pasją Twoją, czy Twojego dziecka.

Gdyby nie moja babcia. Jej bezgraniczna miłość do mnie i wiara w to, że tli się we mnie talent, nigdy nie chwyciłbym za gitarę, ba nie chwyciłbym za pędzel, flamastry, ołówek, Photoshopa. Nie byłbym dziś tym, kim jestem i nie potrafił robić tego, co robię. Strach pomyśleć co bym wtedy robił.

Pasja taty – pasja syna

Jaś i Staś, tak jak ich tata, nie lubią ciszy. Lubią, gdy jest głośno, głośniej, najgłośniej. Krzyk, zaśpiew, malutki artyzm. W naszym domu nie ma ciszy. Zawsze gra radio, spotify, cd, YouTube. Czasem, choć z braku czasu rzadko, gra też tata. Tata ogólnie lubi, gdy coś gra, szczególnie gdy to coś oddaje jego aktualny stan emocjonalny.
Za chwilę minął dwa lata od czasu kiedy zostałem ojcem i ten czas pozwolił mi na tyle poznać moje klony, że wiem, że z pewnością obaj nie zostaną piłkarzami, o czym zawsze dla nich marzył tata. Co przyjmuję z ubolewaniem, ale wiem jedno — tak jak moja babcia wspierała moje pasje, tak ja postaram się wspierać ich. Zresztą coś tam po tym tacie mają. Mama owszem, baaaardzo lubi śpiewać, ale synowie chyba jednak talent mają po tacie 😉

Jasiek to ogólnie multitalent. Jest bardzo emocjonalnym, ale i sprytnym chłopcem z zamiłowaniem do rysunku i śpiewu.
Oboje z mamą staramy się zbierać każdą twórczość naszych synów. Rysunków Jaśka starczyłoby już na całkiem sporą wystawę.
To niezwykłe doświadczenie móc obserwować, z jaką pasją stawia każdą, nawet najbardziej nieporadną kreskę.

Na marginesie. Ostatnio A. pokazywała mi niesamowite rysunki ośmioletniego syna jej znajomej. Gość ma talent, co widać. Rodzice go w tym wspierają, ale robią to mądrze bez presji, nacisku. Chcesz — rysuj. Chcesz chodzić na kółko plastyczne — idź. Wspierają, a nie oczekują i nie stawiają swoich dorosłych, bezsensownych wymagań.

Jaś śpiewa co dzień. Już od samej pobudki intonuje swoje melodie. Potrafi genialnie naśladować dźwięki przyrody i usłyszane melodie. Ewidentny talent po tacie 😉

Staś to urodzony tancerz. Poczucia rytmu jak na niespełna dwuletnie dziecko pozazdrościć mógłby mu niejeden dorosły. Co prawda do piruetów jeszcze trochę brakuje, ale jest naprawdę dobry w tym swoim tańcowaniu.

Obaj posiadają niezwykły pociąg do moich gitar. Z przyczyn bezpieczeństwa wylądowały w naszej sypialni. Tam, jak już pewnie wiecie, odbywa się codzienny rytuał drzemki i to jest ten moment i ta okazja, by zagrać, choć kilka nut.
W tym tygodniu dam sobie rękę uciąć, Jasiek zagrał wstęp do:

Ok, zagrał 3 dźwięki, ale moja mina musiała być bezcenna 🙂

Gust od najmłodszych lat

W „Rejsie” inżynier Mamoń wygłasza znakomitą kwestię:

Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No, reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.

W stu procentach oddaje ona podejście chłopców do muzyki. Jak coś im wpadnie w ucho, to, żeby robili najważniejszą rzecz na świecie, a w radio usłyszą ulubioną piosenkę, porzucają wszystko i zaczynają tańczyć. Uśmiech i taniec daje mi znać, jaki na dziś mają gust muzyczny. Jedyną piosenką, przy której nie tańczą jest „Take me to church” Hozier’a. Ten utwór powoduje, naglę zastygnięcie na cztery pełne minuty. Pełne skupienia twarze i kompletna cisza. Tak działa Hozier na moich synów. Z premedytacją wykorzystuję ten fakt, kiedy już naprawdę ciężko wytrzymać ich wyczyny.

Moje ambicje, ich marzenia, stan faktyczny

Powtarzam, że zostaną piłkarzami, ale wiem, że moje niespełnione ambicje nie mogą rzutować na ich rozwój. Dlatego wspieram to, co na dziś ich interesuje. Mam świadomość, że te zainteresowania zmienią się jeszcze co najmniej dziesiątki razy. Kiedyś będą musieli wybrać, w co zaangażują się z największą pasją. Wszystko po to, by robić w życiu to, co się kocha i oprócz przyjemności czerpać z tego przychód na konto 🙂 Ja mam to szczęście i mam nadzieję, że podobnie stanie się w ich przypadku. Pasja w życiu daje prawdziwego kopa szczęścia.

 

 

Te wpisy mogą Ci się spodobać