Męski blog nie tylko o rodzicielstwie.

Podsumowanie 2017, czyli rok, za którym nie będę tęsknił

Każdy pisze teraz podsumowanie 2017. Postanowiłem i ja.

Pozwól, że zacznę od końca. Otóż nic, ale to dosłownie nic, nie wskazywało na to, że ten rok będę mógł pożegnać ze względnym uśmiechem na ustach i jako takim zadowoleniem. Kilka rzeczy w 2017 mi się udało. Większość niestety nie. Nie określę tego mijającego czasu jako kompletnej porażki, ale jako niedoszłą katastrofę. Do rzeczy.

Oto podsumowanie 2017

podsumowanie 2017 - conatotata.pl

Blog musi poczekać

Pierwszy wpis w tym roku pojawił się na blogu 14 maja. Równo 5 miesięcy od ostatniego wpisu w 2016.
To był tylko dowód na to, że po pierwsze nie miałem serca do pisania, a po drugie liczba problemów osobistych doprowadzała mnie na skraj załamania. Jednak w maju coś drgnęło i okazało się, jak bardzo brakowało mi tego, żeby wrzucić coś na bloga.
Jak bardzo brakowało mi na niego czasu.

Ostatni kwartał 2017 roku to niesamowity kopniak motywacyjny i inspiracje płynące z grupy na facebook’u, którą założył Maciek Wojtas. Grupa „Jak zrobić wpis na bloga, żeby czytelnika wyrwało z butów”, pomimo tego, że zrzesza dokładnie tych samych blogerów, którzy przewijają się w innych grupach, ma w sobie jakąś magię. Oto każdego dnia czy to za sprawą Maćka, czy innych grupowiczów, powstaje dziesiątki inspirujących i motywujących dyskusji.
Między innymi dlatego zdecydowałem o zmianach na blogu i jego uporządkowaniu (Tutaj przeczytasz więcej na ten temat KLIK!).

Zarzekałem się, że nigdy już tego nie zrobię, ale…

Na początku roku jeszcze nie przypuszczałem, że pierwszy kwartał pożegnam tak dalekimi zmianami. Oto po ponad dwóch latach od momentu przejścia na własną działalność, która z różnych względów nie wypaliła, dostałem propozycję powrotu na etat. Koniec marca, a tu już gwiazdka.
Dzięki temu zyskałem wewnętrzny spokój i o dziwo odzyskałem nieco wolnego czasu.
Nie wiele osób ma to szczęście, że nie dość, że robi to, co lubi najbardziej na świecie to jeszcze im za to płacą. Ja jestem w tej grupie, a to powoduje, że odnalazłem w sobie trochę dawno zagubionej radości.

Z różnych też powodów pod koniec roku, przy okazji urodzin, reaktywowałem swoją działalność gospodarczą. Nie, nie mam zamiaru rezygnować z etatu. Działalność przydaje się do działań poza pracą.

Do tego wszystkiego moi synowie rozpoczęli swoją przedszkolną karierę, która nie tylko daje im mnóstwo radości, fajnych aktywności i rozwoju, ale także uczy. Między innymi języka angielskiego, a nawet (dzięki dużemu zaangażowaniu mamy) na przykład ceramiki. Niesamowite jest obserwować, jak bardzo te małe Klony w ciągu roku się zmieniły.

Niestety dalej rosną kolejne warstwy kurzu zalegające na gitarach podobnie jak ilość książek do przeczytania.
Dalej zdarza mi się marnować czas na pierdoły, choć z powodzeniem znalazłbym mnóstwo pożytecznych rzeczy do zrobienia w tym czasie. I choć zwiększyła się ilość wolnego czasu, to dalej brakuje prawdziwego relaksu.

Podsumowanie 2017 w zasadzie skończone. Teraz pozostaje tylko jedno pytanie.

Co z 2018?

Ktoś bardzo mi bliski, z okazji urodzin, życzył mi, abym odnalazł siebie i znalazł pomysł na siebie.
W nowym roku najważniejsza dla mnie będzie poprawa relacji z najbliższymi i wyeliminowanie moich słabości, które zaczęły mi w życiu po prostu przeszkadzać. Chcę zacząć się znacznie więcej ruszać, bo dupa niestety rośnie, a lat przybywa i już nie tak prosto pozbyć się nadmiaru kilogramów.

Radość, jaką mam z dbania o blog i jego prowadzenia mam nadzieję, pozostanie niezmienna. Zresztą wśród śmiałych planów pojawiają się vlogi, które chcę zacząć nagrywać. Z czasem kto wie, być może podcast.

Jedno jest pewne. Chce stworzyć taki 2018, aby za rok o tej porze móc napisać: Moi drodzy czytelnicy. Mijający rok był pasmem niekończących się sukcesów i muszę przyznać, że będzie mi go brak.

Te wpisy mogą Ci się spodobać