Męski blog nie tylko o rodzicielstwie.

Świąteczna atmosfera? Wybacz, ja tego nie czuję

Dawno, dawno temu…

Tak w zasadzie mógłbym zacząć. Święta i świąteczna atmosfera od zawsze kojarzą mi się z zapachami unoszącymi się z domowej kuchni, w której moja babcia przygotowywała swoje niesamowite dania. Wszystkie rodem z polskiej kuchni. Takie to też były czasy. W poprzednim ustroju nie tylko kuchnia była bardziej. Pomarańcze miały inny smak i zapach. Nawet zimy były bardziej. Cała reszta była jednak mniej.  Czekolada nawet kolor miała inny. Paczki dla dzieci od zakładów pracy zawierały to czego na co dzień brakowało i przed czym ciężko było się oprzeć. Każdy kęs kończył się wyrzutem sumienia i pewnym smutkiem. Oto przede mną oczekiwanie do kolejnych świąt, by znów zasmakować tych rarytasów.

Poza naprawdę kilkoma wyjątkami, wigilię zawsze spędzaliśmy razem. Tak jak i większość dni świątecznych i tych zwykłych. Taki to już model rodziny babcia i wnuk. Mimo to byliśmy szczęśliwi. W tle powolnie płynęły dźwięki kolęd, które mieszając się z zapachem domowego sernika z rodzynkami i pierogów z kapustą podpowiadały mi, że to właśnie czas świąt. To były dawne i dobre czasy. Mimo tego, że w domu nigdy się nie przelewało, zawsze czekał na mnie jakiś drobiazg pod choinką. Choinka była nieduża, około 100-120cm i poza tym sztuczna. Zazwyczaj stała na stołku obok telewizora, a tuż pod nią nie piętrzyły się, ale cierpliwe czekały prezenty.

Pewnego dnia dorosłem i nie było sernika

W rodzinnym domu świąteczna atmosfera istniała zawsze. Te kolejne już poza nim, straciły ją bezpowrotnie. Może to kwestia wieku. Może tego, że dziś nie mają w żadnym stopniu charakteru religijnego. Może tego, że ten pierwszy rodzinny dom ma tak znaczące miejsce w życiu. Może tego, że rodzima tradycja zostaje wyparta przez pożal się boże zachodnie zamienniki.
Święta straciły swój smak. Dziś to często po prostu dni wolne od pracy, w które najczęściej i tak myślisz o pracy. Dni spędzone na próbie pochłonięcia tego wszystkiego, co mieściły sklepowe półki i z czym wyjechał Twój sklepowy wózek. Nie daj bóg jakby czegoś zabrakło w te świąteczne dni. To mogłoby zakłócić ten niczym nie zmącony świąteczny nastrój.
Kevin na Polsacie jak „Szklana Pułapka” w sylwestra. Być musi i kropka.
Kolędy – przypadkiem, kiedy zalewasz herbatę.
Święta. Pilot na stole, sztućce w pogotowiu i rodzinne przygotowywanie recepty na wszelkie bolączki tego świata.
Życzenia – tylko te złożone pośpiesznie smsem lub na facebookowym wallu. Gdyby nie fakt, że prowadzę firmę, pewnie zapomniałbym jak to jest dostać świąteczną pocztówkę.

Zwolnij. Zatrzymaj się. Pomyśl.

Niedaleko mojego rodzinnego domu mieszkała moja druga śp. babcia. Przez długie lata nie mieliśmy kontaktu lub był on bardzo sporadyczny. Pamiętam jednak, kiedy zaprosiła mnie na wigilię. Postanowiłem wpaść. Tak na chwilę. Nie pamiętam stołu i ludzi za nim. Nie pamiętam życzeń, tematów rozmów. Pamiętam za to drogę. Krótki, raptem 10-cio minutowy spacer. Puste ulice. Cisza praktycznie niczym niezmącona. W oknach mieniące się choinki. I ten śnieg. Ogromne płatki białego puchu. Bezwietrzny wieczór, i ten śnieg. To była ta chwila, kiedy wszystko przestało być istotne. Pamiętam, że myślami byłem z tymi, którzy nie mają dokąd pójść. Zastanawiałem się nad tym ilu z nas faktycznie przygarnęłoby nieznajomego.

Nie biegnij, nie ma po co

Dziś wszyscy biegną. Tak w zasadzie nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co. Bądźmy szczerzy, czy naprawdę mniej idealny pieróg, czy też mniejsza ilość mniej drogich prezentów jest w stanie zmącić świąteczny czas i świąteczną atmosferę? Niestety jest! Wszystko dlatego, że święta nie mają swojego dawnego wymiaru. Dawnego charakteru długo wyczekiwanego rodzinnego spotkania. Dziś to tylko obowiązek, który w zasadzie trzeba „odbębnić”, żeby się nikt nie obraził. Religia to nie moja domena, ale mam wrażenie, że i ten wymiar świąt powoli acz konsekwentnie się zatraca. Żeby oddać Ci jeszcze bardziej to co mam na myśli wspomnę tylko, że kilka ładnych lat temu pracowałem w jednej ze znanych sieci kawiarni. To była pierwsza wigilia w życiu, kiedy przyszło mi pracować. Byłem szczerze przekonany, że żywego ducha w tym centrum handlowym nie będzie. Myliłem się. Myliłem się tak bardzo, że pod koniec dnia pracy niemal nie wiedziałem jak się nazywam. Mimo tylko kilku godzin obroty kawiarni przekroczyły najlepszy weekend w roku. Właśnie w wigilię, kiedy powinniśmy budować świąteczną atmosferę, wszyscy wylegli do centrum handlowego. Część na ostatnie zakupy. Część by uciec z domu. Mimo to przyszli. Świąteczna atmosfera, cholera jasna! To był dzień, kiedy zrozumiałem, że święta już nigdy nie będą takie same.

Dziś to już nie to samo, co dawniej

Przez wiele lat moje święta to była podróż między dwoma wymiarami. Podróż w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zazwyczaj w wigilię wyjeżdżałem do rodzinnego domu by spędzić ten czas z babcią i już następnego dnia wrócić do swojego świata. Do czasu.
Dziś święta powinny nabrać innego koloru i znaczenia. Dziś nie obchodzimy ich tylko dla siebie, ale dla naszych dzieci. Mimo to mam wrażenie, że pędzimy. Uciekamy ze swojego niedoczasu, aby tylko zdążyć. Umyć okna. Odkurzyć zakamarki. Kupić prezenty. Ugotować to wszystko czego nie przejemy do sylwestra. Jakby bez tego święta i świąteczna atmosfera nie miały racji bytu.

Moje klony rozpatrują te dni raczej w prostym kontekście choinki z lampkami i oczekiwanych prezentów. Ja widzę w nich kawałek dawnego siebie. Mikołajowe czapki i każdy uśmiech na małych twarzyczkach przywołują wspomnienia i ciepło rozchodzące się po całym wnętrzu.  Zapach domu, świątecznych potraw. Wszystkie dźwięki.
To będą nasze trzecie wspólne święta. Trzecia okazja do świętowania tego, że jesteśmy pełną, prawdziwą, rodziną.
Nawet jeśli nie będzie idealnie. Nawet jeśli coś pójdzie nie tak. W wigilijny wieczór przełamiemy się opłatkiem i mam nadzieję przypomnimy sobie, że tak naprawdę cały ten pośpiech nie ma znaczenia. Ten barszcz, który właśnie stygnie. Te braki na koncie, kiedy końcówka roku daje popalić. Te wszystkie trudne momenty. Te zwątpienia i chęć odpuszczenia. Wszystko to nie ma znaczenia w konfrontacji z chwilą, kiedy widzisz w oczach dziecka radość tak wielką, że nie jest jej w stanie w sobie pomieścić. Kiedy czujesz, że to właśnie jest to miejsce i ten czas. To właśnie jest świąteczna atmosfera To właśnie jest magia świąt.

Ja tego nie czuję

Święta? Wybacz, ja tego nie czuję. Tej całej gonitwy, gmatwaniny, nerwów, złości. Ja czuję te święta, które pamiętam z rodzinnego domu, i które chcę podarować moim dzieciom. Te święta, które zawierają się w słowie MIŁOŚĆ, czyli we wszystkim tym, co jest dla mnie najważniejsze.

świąteczna atmosfera - mikołaj wręcza prezent

Świąteczna atmosfera – chcesz poczuć tę magię?

Mam dla Ciebie jedną radę. Tak zdrowo i po ludzku po prostu odpuść. Dla siebie, dla rodziny, dla ogółu. Odpuść i się nie spinaj. To i tak niczego nie zmieni. Nie pozwól zrujnować sobie tego cennego czasu. Zaparz kawę, herbatę, przygotuj ciasto lub ciepłą czekoladę. Usiądź ze swoimi bliskimi. Wyłącz telewizor. Ubierzcie choinkę w co i jak kto lubi. Przeczytaj dzieciom książkę. Zbudujcie razem zamek z klocków. Wyjdźcie na spacer. Jeśli pogoda dopisze zróbcie orła na śniegu. Rzuć śnieżką. Przytul żonę. Przytul męża. Po prostu bądź i pozwól być innym. Razem. Rodzinnie. Świątecznie.

Te wpisy mogą Ci się spodobać
  • Świetny, świetny tekst! Czytałam z zaciekawieniem i, muszę przyznać, ze wzruszeniem. Święta pamietam tak jak Ty, w domu rodzinnym, z dziadkami, miedyzpokoleniowo, w atmosferze miłości i prostej radości ze spędzania czasu ze sobą. Czasy sie zmieniają i to jest fakt, ale pięknie i mądrze piszesz o tym, że ta atmosfera jest ciagle żywa – moze byc! To czy ją wskrzesimy zależy tylko od nas 🙂 Spokojnych!

    • Ola, dziękuję! Wszystkiego dobrego na Święta!

  • Ja wspominam swieta w domu razem z dziadkami z lezka w oku…rzeczywiscie w dzisiejszych czasach troche sie to wszystko pozmienialo, za bardzo pedzimy, swieta kojarza nam sie z wolnym od pracy, jestesmy zestresowani kupowaniem prezentow i tym ze bedziemy musieli spedzic czas z czlonkami rodziny, z ktorymi niekoniecznie chcemy rozmawiac, kobiety dodatkowo stresuja sie by wszystko upiec i ugotowac idealnie i wygladac jak gwiazda no i prezenty dla dzieci powinny byc z najwyzszej polki….kiedys bylo biednie, ale prawdziwie i od serca…nie liczyla sie tak kasa, ale to ze po prostu sie jest razem…brakuje mi tego troche, ja staram sie w swieta wlasnie odpuscic, chodziaz nie wszystko zalezy ode mnie, ale staram sie nie przejmowac rodzina na ktora nie mam wplywu, najwazniejsze jest to jak ja podejde do swiat… bardzo fajny wpis! dzieki za podzielenie sie ta refleksja!

    • To ja Ci dziękuję za ten komentarz. Jest naprawdę wartościowy i prawdziwy. Wesołych Świąt i wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  • Ama Ndra

    W sumie racja 🙂 piszesz w bardzo ciekawy sposób 🙂

  • Ula z prostoofinansach

    Po prostu bądź, to najlepsze podsumowanie.
    Zgadzam się, że nie ma sensu pędzić, bo nie musi być wszystko. Ważne, że my będziemy.
    Inaczej odczuwa się święta gdy są małe dzieci, tak mnie oświeciło po przeczytaniu Twojego teksu. Chyba trochę nam brakuje tego dziecinnego podejścia do świata. A szkoda.

    • Ula, masz 100% racji. My dorośli gubimy gdzieś po drodze tą dziecięcą naiwność i umiejętność cieszenia się nawet z najmniejszych rzeczy. Potem w całym zabieganiu często gubimy to co jest wartościowe. Moje dzieci mają taką moc, że potrafią swojego tatę nie tylko wzruszyć w trzy sekundy, ale i zmusić do refleksji i oddania się czystej radości wspólnie spędzanych chwil. Święta wydają się do tego idealnym czasem.

  • Jakie będą te święta wiele zależy od nas samych. Oczywiście za wyjątkiem śniegu 🙂
    Poczułem przez twój tekst taką ogromną tęsknotę za tradycją. Nie wpłyniesz na innych, nie wygonisz ich z kawiarni w Wigilię, ale sam możesz budować własną tradycję. To się udaje, w mojej rodzinie to przetrwało, ale bardzo dużo wysiłku włożyłem, aby tak się stało…

    • Wysiłek, który zdecydowanie się opłaca. Wszystkiego dobrego Dawid i Wesołych Świąt!

  • Dla mnie to czas spotkań, czas ważny i niezwykły, może to zależy od mojego podejścia, od tego, że wierze w Święta, w to, że spotkania z bliskimi budują niezwykłą siłę. Kłótnie i spory wspominam z dużą dozą humoru, im jestem starsza tym mam więcej dystansu do wad swoich i innych, więc mniej się złoszczę, a bardziej się cieszę z tych wspomnień. I coraz bardziej wiem, co jest ważne i chyba to buduje klimat Bożego Narodzenia:)

  • To żeś mnie wzruszył, kurczę. Naprawdę, do łez mało mi zabrakło. Ja nie czuję świąt, bo to rzeczywiście jest jak przymus. Bieganina z miotłą.

    Kartkę dostałam jedną, sama wysyłam z uporem maniaka co roku kilka. Nie bardzo też rozumiem, co oznaczają wrzucone na tablicę życzenia wesołych świąt. Komu życzymy? Naszym 500 znajomym? Czego im właściwie życzymy?

    Dziś byłam w centrum handlowym, żeby zrobić spożywcze zakupy. Tłumy takie, że znowu… nie rozumiem. Sama lubię kupować prezenty, ale drobne, z pomyślunkiem, co tu komu dać, żeby go naprawdę ucieszyć. Nie cokolwiek komukolwiek, bo było w Arkadii i takie całkiem uniwersalne. Ech.

    Może jeszcze coś się zmieni i święta będą cudowne, a może nie będzie ich wcale. W końcu też nic na siłę.

  • Do przedświątecznej gorączki mam ogromny dystans, który udało mi się wypracować przez ostatnie 3-4 lata.
    Unikam latania po sklepach (prezenty i choinkę kupiłam przez internet) i spinania się, żeby wszystko było na tip-top. Bez mycia okien i prania dywanów (których zresztą nie mam) święta też mogą być piękne, bo ich atmosferę tworzą ludzie. A zmęczonym, zestresowanym i rozczarowanym sobą, że nie zdążyli zrealizować wszystkich zaplanowanych rzeczy trudno o spokojne przeżywanie świąt.
    Podobnie jak Ty Marcin zachowałam ciepłe, świąteczne wspomnienia z dzieciństwa i bardzo chciałabym, żeby moje dzieci też takie miały. Dlatego odpuściłam i zwolniłam. Jest mi z tym lepiej. I moim bliskim. Podzieliłam się też z rodziną przygotowaniem świątecznych potraw, dzięki czemu każdy ma mniej pracy. Poza tym jestem spokojna i coraz bardziej wyciszona.
    Dobrych Świąt Marcin.

  • Agata Filewicz

    Oj jak bliskie mi są Twoje obrazy, które przywołujesz – zarówno te z przeszłości, jak i obecne. Tyle się zmieniło, ale chyba przede wszystkim to, że kiedyś to ktoś budował nam atmosferę świąt, a dziś musimy o to wszystko zadbać sami. Kiedyś przede wszystkim chłonęliśmy i interpretowaliśmy świąteczny klimat w naszych dziecięcych główkach, a dziś klimat bądź nie-klimat zależy od naszego czasu, nastroju, zdrowia. Choć fakt, że i świat nam coś narzuca i spłyca myślenie. Tak czy inaczej trzeba się z tego wyrwać. Jak to napisałeś w puencie – ze wszystkim się zgadzam i plan mam taki sam 🙂 Ciepłych i serdecznych Świąt!