Szpinak jest dobry na wszystko. Posiłkowy zawrót głowy

Mama Klonów na samym początku rodzicielstwa stwierdziła, że chce dzieciom gotować każdego dnia świeże posiłki. Powiedziała gotowcom stanowcze „nie”, na co ja zacząłem bić brawo. Choć pełen byłem obaw czy wytrwa w tym postanowieniu. Czy sił starczy i czasu? Do dziś dnia tak gotuje.

Od kiedy rozpoczął się etap rozszerzania diety u chłopców, byłem niezwykle dumny, że są tak mało wybredni, że wszystko smakuje. Marzenie każdego rodzica! I trwała sobie ta sielanka w najlepsze, kwiatki rosły, ptaszki wesoło śpiewały, jak w jakiejś bajce. Aż tu nagle…

Przyszedł ten dzień

Staś stwierdził, że zbyt długo pozwalał na podawanie sobie wszystkiego i od teraz nie tknie na obiad niczego innego niż szpinak z porem według przepisu mamy. Danie to proste, wręcz banalne, a smak faktycznie zacny.

Na marginesie przepis na wspomniany szpinak:

Na masełku podduszamy pora, dodajemy szpinak (może być świeży, może być mrożony), doprawiamy z lekka pieprzem. Pod koniec duszenia dodajemy jajeczko, mieszamy, aż się białko ładnie zetnie. Dodajemy ugotowany wcześniej ryż i voilà.

Banalne prawda? Typowo męskie szybkie danie. Przepis też męski, czyli kto ile tam chce i nie pytaj mnie o gramatury. Zapytaj autorkę:: Oswajamy szpinak.

Szpinak jest dobry na wszystko

Staś tkwi w tej szpinakowej pętli. Zapewne i na śniadanie, gdyby podać szpinak byłby w siódmym niebie, ale na śniadania woli bułki z masełkiem lub z serkiem typu Bieluch. Warzywom i owocom mówi stanowcze NIE! Ok, owoc spróbuje, ale ile gimnastyki wymaga ode mnie przekonanie go do tego, wiem tylko ja i A. Nie wiem, czy po drodze przeżył traumę jedzeniową, czy coś, ale ten stan trwa tak już kilka tygodni i nic nie wskazuje, aby miał się zmienić.
Przemycę mu czasem jakąś marchewkę pod przykryciem ze szpinaku i wtedy zje. Wystarczy jednak, że kawałek owej marchewki wystaje i zauważy. Krzywi się, wygina. Mowy nie ma! Nie zjem! Oszustwo!

A obok siedzi Jan i się dziwi. Bo marchewka pyszna, brokuł, że palce lizać. Za ziemniaki da się pokroić. Mięsko aj jaj super. I owocek na deser. I kisielek domowy, naturalny. Jest tylko jeden wyjątek…

Gotowce to zło!

Czas temu jakiś trafił w ręce moich dzieci „przysmak” – brokuł z ziemniaczkami i kurczaczkiem. Marki nie wspomnę. Powiem tylko, że ani wygląda to ładnie, ani pachnie. Jak się okazało, również nie smakuje. Takiej miny pełnej obrzydzenia u moich synów nie widziałem nigdy. I wtedy przypomniałem sobie, że jeszcze jeden był tego typu epizod. Szpinak z ziemniakiem ze słoiczka. Bleee.

Wiem, są dzieci, które to jedzą i im to smakuje. Nasi synowie być może są już rozpieszczenie domowym, smacznym i zawsze świeżym jedzeniem. Z tym że ja wolę rozpieszczać ich w ten sposób, niż ładować bóg wie co w ich małe brzuszki.
Część rodziców chyba też widzi coś niestosownego w podawaniu słoiczków, ponieważ się tłumaczą. Że czasu mało, że to wymaga stania przy garach, a ten czas można z dziećmi spędzić i takie tam.
Szczerze? Nie kupuję tego. Przygotowanie smacznego i zdrowego obiadu nie kosztuje wiele czasu, a świadomość tego, co je nasze dziecko, plus zdrowe i co podkreślam, świeże produkty są nie do przecenienia.

Dla tych ze stałym brakiem wolnego czasu A. dawno temu wynalazła pewien wpis. Być może wielu mamom czy też tatom otworzy on nowe horyzonty.: Gotuj i leć na egzotyczne wakacje!

Dziwne decyzje

A i jeszcze na koniec jedna uwaga. Rodzice według mnie dzielą się na kilka grup — tych rozsądnych i racjonalnych, tych wygodnych i saperów-ekperymentatorów.
Rozsądny i racjonalnie myślący rodzic podchodzi do tematów związanych choćby z żywieniem w sposób prosty, acz skuteczny: powstaje dylemat — szukam wiadomości i zdobywam wiedzę — wdrażam na swoim podwórku.

Rodzic wygodny szuka tych rozwiązań, które zapewnią mu maksymalizację czasu wolnego, choć z dbałością o ogólne dobro dziecka.
Saper według mnie działa jak szalony naukowiec. Szkoda tylko, że eksperymentuje na ufnym dziecku.
Kiedyś trafiłem na zdanie pani mamusi, że nie ma nic złego w podaniu rosołu na mięsku z makaronem czteromiesięcznemu dziecku. Myślę, że boleśnie może się o tym przekonać już w najbliższej przyszłości.
Niemowlętom i małym dzieciom nie wolno podawać wywarów z kości (czyli np. zup gotowanych na mięsie), ponieważ wywary takie mogą bardzo często powodować alergię. W kościach jest sporo tłuszczu, a w nim gromadzą się między innymi pestycydy, antybiotyki, czy też szkodliwe produkty przemiany materii. To nie są jakieś wymysły i brednie. Dlatego też rozsądniej jest mięsko gotować osobno, a zupki robić na warzywach. A i mięso bezpiecznie wprowadzić do diety po szóstym, siódmym miesiącu życia malca.

Wśród znajomych mamy mnóstwo rodziców z różnym stażem. Wśród nich także i tacy z dziećmi w wieku naszych chłopców. Zaskakująca jest różnorodność w żywieniu. Z jednej strony tacy, którzy podają słoiczki, bo przecież to wygodne (szkoda, że jeszcze nie jest ekonomiczne) i tacy, którzy półroczne dziecko sadzają przy stole (za to akurat plus) i karmią takim samym obiadem, jaki jedzą oni, tylko jak to tłumaczą, nieco mniej przyprawionym. No kurcze jak dla mnie trochę nie tędy droga.

Droga mamo, drogi tato! Podarujcie swoim dzieciom jeszcze trochę Waszego cennego czasu i ugotujcie własnoręcznie obiad dla waszych pociech. Ze świeżych i wyselekcjonowanych przez Was składników. Wierzę w to, że kiedyś Wasze dzieci to docenią i otrzymacie najpiękniejszą nagrodę, cenniejszą niż tysiąckrotne „dziękuję” Tą nagrodą będzie zdrowie Waszych największych Skarbów.

Te wpisy mogą Ci się spodobać