Cydr domowy cz. 3 – tata ma hobby

Z lekkim poślizgiem, ale jest!

Jak ja nie lubię rozjechanych planów. Niestety, tym razem, musiałem odłożyć w czasie dokończenie dzieła tworzenia aromatycznego, wytrawnego domowego cydru, a jeszcze bardziej powstanie tego wpisu. Po drodze niezliczone obowiązki zawodowe oraz wyjazd do Gdyni na See Bloggers i tym samym wszystko nieco się omsknęło. Następnie zorganizowane w zawrotnym tempie wakacje i wyjazd z Klonami na Rodos. Trzeba to przyjąć jednak na klatę. Oto przed Tobą ostatni etap, po którym już tylko chwila i będziesz cieszyć się wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju i niedostępnym na sklepowych półkach aromatycznym, wytrawnym domowym cydrem. Jeśli nie masz pojęcia, o czym piszę, zachęcam do zapoznania się z niezbędnikiem oraz z samym procesem.  Trunek postał nieco dłużej, co w zasadzie zadziałało jedynie na jego korzyść. Cały proces zajął niecałe trzy tygodnie. W tym czasie drożdże przefermentowały cały cukier znajdujący się w soku. Do tego przyprawy doskonale przegryzły się z napojem i oto jest gotowy do zlania do butelek i zakapslowania.

Higiena przede wszystkim

Jak na każdym etapie, tak i teraz, najważniejszą rzeczą jest higiena. Nie chcesz, chyba żeby jakieś cholerstwo zniweczyło długie dni oczekiwania? Wszystkie butelki oraz kapsle należy dokładnie wyszorować i najlepiej potraktować OXI ONE – preparatem do dezynfekcji z aktywnym tlenem. Dzięki temu będziesz mieć pewność, że po zakapslowaniu nie wydarzy się nic złego. Dla bezpieczeństwa zalecam również wymycie wszystkich narzędzi, jakich będziesz używać czyli wężyków do obciągu czy też łyżeczki, którą zapodasz cukier do refermentacji w butelce.

Butelki umyte i wysuszone gotowe do napełnienia? W zależności od tego, jaką ilość cydru przygotowałeś, warto pomyśleć o rozłożeniu pracy na etapy. Przy 20-25 litrach naprawdę chwila się schodzi i warto dobrze podzielić pracę. Osobiście rozlew robiłem dziesiątkami.
Do każdej z dziesięciu umytych butelek dodawałem około 1/2 do 3/4 łyżeczki cukru. Cukier ten zostanie przerobiony przez resztę drożdży już w zamkniętej butelce. Z racji braku rurki fermentacyjnej gaz nie wydostanie się na zewnątrz, ale zapewni nagazowanie naszego domowego cydru. Po dodaniu cukru, należy po prostu wlać do butelki trunek. I tu chyba najważniejsza uwaga: zbyt duża ilość cukru oraz/lub niepozostawienie wystarczającej ilości wolnego miejsca na nagromadzenie gazu spowoduje powstanie tak zwanych granatów. Podobno potrafią spowodować naprawdę duże spustoszenie z jeszcze większą ilością szkła. Chyba lepiej nie sprawdzać. Butelki radzę napełniać do początku szyjki, tak dla bezpieczeństwa.

Każde dziesięć butelek już napełnionych należy zakapslować. Przy tej produkcji po raz pierwszy musiałem zmierzyć się z tą czynnością. Zakupiłem sobie kapslownicę i do tego kapselki. Pierwsze pięć butelek poszło nad wyraz sprawnie. Potem zaczęły się schody. Udało mi się nawet uciąć jedną szyjkę, z czego dumny raczej nie jestem. Posługiwanie się tego typu kapslownicą wymaga sporo cierpliwości, precyzji i… delikatności 🙂 Tylko uprzedzam… Szkoda żeby cydr domowy, który już był w butelce, musiał zasilić lokalne wody gruntowe.

 

Przydatny trik

Warto zadać sobie pytanie, skąd będę wiedział, że cydr domowy jest już nagazowany. Ciężko sobie wyobrazić otwieranie kolejnych butelek dla testów 🙂 No ok, może nie ciężko wyobrazić, ale jednak trochę szkoda, gdyby okazało się, że to jeszcze nie czas. Jest na to prosta metoda. Przygotuj sobie pół litrową plastikową butelkę po wodzie mineralnej. Przeprowadź na niej dokładnie ten sam proces. Dosyp cukier, zalej cydrem i szczelnie zakręć. Jeśli po kilku dniach butelka będzie twarda i nie podda się łatwo naciskowi palców to znak, że cała reszta również jest gotowa.

Wszystkie czynności zajęły mi około dwóch i pół godziny plus kolejne pół na sprzątanie 🙂 Po około pięciu dniach okazało się, że plastikowa próbka jest gotowa. Znajomy syk odkapslowywanej butelki tylko potwierdził tą teorię.

Cydr domowy – test dla dobra nauki

Cyd wyszedł naprawdę wytrawny z mocno wyczuwalnym smakiem jabłek. Najlepiej smakuje solidnie schłodzony, wprost z lodówki. Aromat z butelki dużo silniejszy niż ze szklanki. Poza jabłkami  wyraźnie wyczuwalny aromat chmielu i w szczególności cytryny. Myślę, że na przyszłość można wprowadzić kilka modyfikacji dla uwypuklenia aromatów przypraw. O tym jednak przy kolejnej próbie. Ta z pewnością będzie miała miejsce, ponieważ kiedy raz spróbujesz, własnej roboty cydru, będziesz chciał go mieć więcej i więcej. Nie wspominając o bonusowych punktach do lansu i podziwu, kiedy w upalny dzień poczęstujesz własnej roboty, domowym, wyjątkowo aromatycznym cydrem swoich bliższych i dalszych znajomych.

 

 

Te wpisy mogą Ci się spodobać