Zróbmy sobie dziecko – 3 mity na temat planowania dzieci

Przez wiele lat borykałem się z dylematem odnośnie do kwestii posiadania dzieci. Wychodziłem z założenia, że i owszem chcę i kiedyś będę miał dzieci, ale zdecydowanie jeszcze nie czas, nie stać nas, nie mamy warunków lokalowych, etc. To jeszcze nie czas na dziecko. Teraz kiedy dzieci już posiadam, zastanawiam się, dlaczego oszukiwałem sam siebie, wmawiając sobie powyższe. Odpowiedź jest w istocie bardzo prosta. My mężczyźni jesteśmy tchórzami, boi dudkami i trzęsiportkami. Piszę te słowa z całą odpowiedzialnością, bo to nie tylko moje, pełne obaw, podejście. Czas na dziecko jest zawsze właściwy, lub nigdy nie będzie właściwy.

Obalamy mity na temat planowania dzieci

Mit 1: Jeszcze nie czas na dziecko.

A kiedy jest dobry czas? Po czterdziestce? Może po pięćdziesiątce? Spójrz na to z tej strony: Jeśli dziecko rodzi się, kiedy masz na karku, powiedzmy 40-45 lat to czy jesteś pewny, że będziesz w stanie sprostać wymaganiom dziesięciolatka pod kątem, dajmy na to, „tato pograjmy w piłkę”? Ty będziesz miał 55 lat i parę schorzeń na karku. Schorzenia stąd, że właściwy czas nie był również przed trzydziestką i łajdaczyłeś się, korzystając z życia, ile się tylko dało.

Bądźmy szczerzy, właściwy czas nie jest wtedy, kiedy nadal mieszkasz z rodzicami. Oni już odchowali co najmniej jedno dziecko, chwała im za to, i nie zmuszaj ich do ponownego przechodzenia przez to piekło. To słaby scenariusz, kiedy dorosły facet mieszkający z rodzicami dorzuca do inwentarza dziecko i kobietę, lub odwrotnie. To faktycznie nie jest dobry czas. Tak poza tym każdy czas jest dobry pod jednym warunkiem, że jesteś dorosły i bierzesz pełną odpowiedzialność za własne czyny, a nie nawiewasz na wszelki wypadek po każdej porażce.

Moi synowie urodzili się, kiedy miałem 35 lat i uważam, że dla mnie to był ostatni dzwonek. Martwię się, czy będę w stanie sprostać ich oczekiwaniom pod względem fizycznym, kiedy zaczną biegać za piłką, czy pędzić na rowerach. Myślę, że kilka lat wcześniej też byłem gotowy na posiadanie dzieci.

Mit 2: Nie stać nas na dziecko

Po pierwsze na własnym przykładzie wiem, że to bełkot. Na dziecko stać Cię zawsze bądź też nigdy. Nie ma czegoś takiego jak „tymczasem nie stać mnie”. Dlaczego? Ano dlatego, że my faceci jesteśmy dość próżni i nasz apetyt rośnie w miarę spożywania. W tym przypadku sprowadza się to do tego, że im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy i tym więcej chcemy, a więc i nasze wirtualne jeszcze dziecko będzie potrzebowało więcej. Dużo więcej niż właśnie wydaliśmy. I wracamy do początku…

Tak serio mówiąc, magia polega na tym, że nawet jeśli kasy Ci braknie, to mając dziecko, staniesz na głowie, weźmiesz nadgodziny, dodatkowe zlecenia, by dać mu to, czego w Twojej opinii potrzebuje i czego pragnie.

 Mit 3: Nie mamy warunków lokalowych

Moja babcia do dziś wspomina, jak urodził się jej pierworodny. Mieszkała wtedy z mężem, synem, matką, młodszym bratem, starszą siostrą z mężem. Niby nic takiego, ale oni mieszkali na 18m2!!!
Tak serio to mój salon jest większy od ich mieszkania. A my narzekamy, że siedemdziesiąt metrów mieszkania to zbyt mało dla rodziny 2+2.

Podsumowanie

Powyżej to jedynie moje opinie. Mam świadomość, że nie oddaje problemu. Mój wpis ma charakter nieco prześmiewczy, bo faceci w większości to „pindzie w rurkach”, jednak w swojej naiwności odnoszę się do ludzi dojrzałych.

Na co dzień dzieci rodzą się w rodzinach skrajnie ubogich. Płodzą je osoby zbyt młode i niedojrzałe emocjonalnie i życiowo. Boleję nad tym. I piszę to całkiem serio.

W mojej opinii istnieją dwa słowa klucze w kwestii odpowiedniego miejsca, czasu i sytuacji dla posiadania dziecka. Te słowa to — DOJRZAŁOŚĆ i ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Problemem nie są ludzie płodzący dzieci, które potem wychowują się w warunkach skrajnych takich jak ubóstwo czy patologia. Problemem jest rodzina tych ludzi. Niestety, ale to kim jesteśmy i jacy jesteśmy, wynosimy z domu. To przede wszystkim rodzice powinni zadbać o takie wychowanie swoich córek i synów, aby ci nie zostawali rodzicami w wieku lat nastu. To dalsza rodzina i najbliższe rozsądne otoczenie (ośrodki pomocy społecznej, kuratorzy, szkoła, pedagodzy itd. itp.) powinni zadbać o to, by dzieci wywodzące się z patologi, nie płodziły kolejnych pokoleń tejże.

Ps. Moje osobiste ociągactwo dzieciowe ma jeszcze jeden duży plus. Wiele lat temu mogło się zdarzyć, iż mamą moich dzieci zostałaby, w moim mniemaniu, nieodpowiednia pani. Wtedy nie mogłem tego wiedzieć, ale dziś wiem, że A. to najlepsza z możliwych matek, jakie znam. Gdybym jeszcze raz mógł być dzieckiem, to chciałbym by moja mama, posiadała jej cechy. Szczególnie w temacie mojego wychowania i opieki nade mną. Co sprowadza się do tego, że moi synowie mają najlepszą Matkę na świecie i mam nadzieję, że będą umieć to docenić. Mam też nadzieję, że moje wnuki przyjdą na świat w odpowiednim momencie.

Te wpisy mogą Ci się spodobać