Wrzesień, jesień, zmiany. Będzie się działo.

Lata temu koniec wakacji jawił się jako ostatnie dni wolności, smutny czas powrotów z wczasów, kolonii itp. Nie należałem do osób cieszących się na wieść o nowym roku szkolnym i powrocie do szkolnej ławki. Cóż 🙂
Tegoroczny wrzesień to ogromne wyzwanie. Mama Klonów wraca do pracy. Dla niej to szczególnie trudny czas. Chyba nikt prócz innej matki nie zrozumie, co oznacza rozłąka na długie godziny, podczas gdy do tej pory dziecko było na wyciągnięcie ręki. Cóż takie jest życie. Na razie nie możemy pozwolić sobie na to, by pracowało tylko jedno z nas. Może z czasem, kto wie. Pomysłów i planów jest całe mnóstwo, gdyby tylko chciały wypalać jeden po drugim.

Maluchy są już w takim wieku, że spokojnie mogłyby pójść do żłobka. Jest tylko jeden malutki problemik. Kolejki. Wrzesień tuż a postępu tej kolejki nie widać.
Nie pamiętam, ile czasu już czekamy, ale nadal nasza kolej nie nadeszła. Prywatne odpada z tego samego powodu co praca tylko jednej osoby.
Tak czy owak, mój tryb pracy pozwala na zaopiekowanie się maluchami. Taki przywilej przedsiębiorcy 🙂
Jakby tego nie ująć, zawsze wraca do mnie jedno określenie. Oto od najbliższego wtorku zostaję Kurem Domowym. Nianią, opiekunem, gościem od zabawy, karmienia, usypiania itd. itp. Z początku podchodziłem do tego wyzwania z naturalnym sobie luzem. Jak to? Ja nie dam rady?!
Im bliżej, tym mniej luzu i więcej obaw — może jednak nie dam?

Ale tak serio, serio. Wizja ta, im bliżej pierwszego, wydaje się być straszniejsza. Powody?

Po pierwsze: to bliźnięta.

Każde ciągnie w swoją stronę. Jeśli chcą czegoś razem, to bądź pewien, że Twojej zguby. Nie można mówić, że bliźnięta to podwójne wyzwanie. Co to, to nie. Nie wiem, czy potrójne oddaje istotę rzeczy.
Już teraz wiem, że praca i jednoczesna opieka jest niemożliwa. Możliwe jest jedynie posiadanie oczu dookoła głowy. Obserwacja, analiza i właściwe podejmowanie decyzji w punkt, co pozwoli na uniknięcie urazów, złamań, siniaków, płaczu, lamentu, histerii itp. Jednego tylko nie da się osiągnąć. Zaprzestania kolejnych prób.

Po drugie: usypianie

Wspominałem lub nie, ale chłopcy mają obecnie jedną drzemkę w ciągu dnia. Plus, że tylko jedną. Minus, że niestety nie potrafią zasnąć sami. Wyzwanie: uśpij w ciągu dnia bliźnięta, które nie potrafią same zasnąć, nie posiadając cycków! Ten mission zdaje się jak dla mnie całkiem impossible.
Póki jest przyjemnie ciepło na zewnątrz, plan jest prosty: w powóz i na spacer. Na świeżym powietrzu śpią jak dzieci. A no tak, przecież to dzieci. Organizacja też łatwa, bo skoro ciepło to i ubrania specjalnie nie trzeba zmieniać.
A co będzie zimą? Nim założę te dziesiątki warstw, to ochota na sen gotowa jest minąć bezpowrotnie, a wtedy cały dzień to polka, tyle że w lewo.
Usypianie z pewnością będzie kluczem do sukcesu.

Właśnie to cholerne usypianie spędza mi sen z powiek (sic!) i szczerze mówiąc, jestem otwarty na wszelkie pomysły usypiania dwójki bez posiadania cycków. Ratujcie!
Jeśli uda mi się opanować to, co najbardziej przerażające to na spokojnie będę mógł zadbać o rozwój fizyczny i intelektualny naszych pociech.

Planów mam dużo i zamiar, by je zrealizować z moimi małymi bohaterami.

Po trzecie: obawy mamy Klonów. Czy słuszne?

Mama Klonów w pewnym stopniu wyszła z założenia, że pewnie, gdy ona rozpocznie wrzesień w pracy, ja będę pracował, a dzieci samopas. Nawet jeśli tak idiotyczna myśl, jak praca podczas opieki nad bliźniakami przyszłaby mi do głowy, to jest to rzecz zupełnie bezsensowna, nierealna, idiotyczna i wszelkie inne epitety opisujące idiotyzm podejmowania takich prób.

To, czego sam obawiam się w związku z jej obawami (cóż za brawurowa składnia) to fakt nielimitowanych kontroli pod wszelkimi możliwymi i niemożliwymi pretekstami.

Zakładam, że nie jestem jedynym facetem w tym kraju, który będzie zmagał się z opieką i wychowaniem dzieci, podczas gdy mama pracuje. Zakładam też, choć pewności nie mam, że wszystkie dzieci będące, trochę wbrew sobie, postawione w takie sytuacji, nadal żyją, funkcjonują i mają się dobrze, czerpiąc jednocześnie niczym niezmąconą radość z życia.

W zasadzie niczego innego się nie obawiam. Patrzę też na ten czas jako na szansę dla samego siebie, by udowodnić sobie, że potrafię na 100% poświęcić się tylko tym dwóm małym urwisom. A wiem, że potrafię!
Mam nadzieję, że moi synowie zechcą choć trochę współpracować. Resztę jakoś ogarniemy.:)

 

Te wpisy mogą Ci się spodobać